Wczorajsza sesja zakończyła się 1,1-proc. wzrostem WIG20. Rodzimi gracze, zapatrzeni w systematycznie rosnący od początku dnia węgierski rynek (BUX zyskał 1,25%), zupełnie zignorowali przecenę, do jakiej w połowie sesji doszło na niemieckim DAX-ie. Takie zachowanie może oznaczać, że być może do naszego regionu wrócił jakiś kapitał zagraniczny. Może to jednak być też pułapka. Warto zauważyć, że na wykresie wspomnianego DAX-a została utworzona formacja głowy z ramionami, sugerująca zakończenie rozpoczętej pod koniec kwietnia hossy. Polski rynek jeden dzień może iść pod prąd, ale wątpliwe jest, żeby rósł w przypadku dłuższych spadków w Europie.

Sytuacja techniczna na wykresie WIG20 nie zwiększa szans ani na spadki, ani na wzrosty. Z jednej strony utrzymujące się sygnały sprzedaży na wskaźnikach każą liczyć się z dalszą korektą. Z drugiej, trudno odnieść wrażenie, że popyt cały czas kontroluje sytuację i przy pierwszej nadarzającej się okazji zdecydowanie zaatakuje, doprowadzając przynajmniej do testu ostatnich szczytów.

Wyraźną zmianę nastrojów można za to zauważyć wśród uczestników typujących Wigometr. Wśród ankietowanych 50% oczekuje wzrostu, a 28% spadku wartości indeksu WIG20 na koniec przyszłego tygodnia. W porównaniu z 52%, 67%, 44% i 42% pesymistów w ostatnich czterech tygodniach, skok jest ogromny.

Podejście kontrariańskie do tego indeksu każe w takiej sytuacji oczekiwać w przyszłym tygodniu wszystkiego, tylko nie wzrostu. Licząc od czwartkowego zamknięcia indeks WIG20 nie powinien zakończyć się wyżej niż na 2238,4 pkt. Z drugiej jednak strony, jeżeli założyć, że po czterech tygodniach osuwania na Wall Street ponownie zagości wzrost, to koniunktura na świecie poprawi się.

Zanim jednak WIG20 ewentualnie ruszy ku maksimom z początku sierpnia, poniedziałek powinien upłynąć pod znakiem stabilizacji. Wynika to z faktu, że wówczas wypada święto w Wielkiej Brytanii, więc nie będą obecni gracze z Londynu. A to dość często ogranicza zmienność na GPW.