Wczoraj inwestorzy w Londynie mieli przedłużony weekend i wydawało się, że nasza sesja będzie w dużym stopniu podobna do tych z ubiegłego tygodnia. Pod względem obrotów faktycznie była. Po całej sesji notowań wartość obrotu zaledwie przekroczyła 200 mln złotych.
Ceny jednak nie szły tylko w bok. Notowania rozpoczęły się stosunkowo nisko. Tu za przyczynę można uznać słabą piątkową sesję w USA oraz strach wywołany kolejnym rekordowym poziomem ceny ropy naftowej. Gdy giełdy europejskie utrzymywały minusy, u nas popyt przejmował władzę nad rynkiem i ceny szybko powróciły w okolice piątkowego zamknięcia. Po krótkim wahaniu popyt uderzył mocniej. Przeszliśmy na plusy. Południe to tradycyjny moment odpoczynku, w czasie którego ceny się skonsolidowały. Druga część sesji to ponowna zwiększona aktywność kupujących. Na tyle duża, że notowania zakończyły się na poziomie dziennego maksimum.
Co sądzić o takim przebiegu sesji? Wzrost przy niskiej wartości obrotów nie jest z pewnością tym, czego oczekują posiadacze długich pozycji. Wczorajsza sesja na pewno nie była przełomem, bo w trendzie wzrostowym zwyżka cen takim być nie może. Przez ostatnie dwa tygodnie żadne poważne wsparcie nie zostało przełamane, a więc nie mogło być mowy o zmianie nastawienia.
Czy zatem wczorajsza sesja to początek kolejnego impulsu? To już zupełnie inna sprawa. Obrót nie jest tu dobrym prognostykiem, ale posiadacze długich pozycji mają inne argumenty. Po pierwsze, spółki skupiające największą aktywność zyskały na wartości (KGH, PKN i TPS). Po drugie, przez całą sesję, wraz ze wzrostem cen notowano wzrost LOP. Można więc wnioskować, że zwyżka była wywołana przez kapitał nastawiony optymistycznie. Baza jest nadal ujemna (choć nieco mniejsza niż w piątek), co także sprzyja zwyżce.