Według dziennika "La Tribune", w przyszłym tygodniu w ręce analityków trafi ostateczny raport na temat kondycji finansowej energetycznego giganta (w kraju i za granicą firma ma 43 mln klientów). Potem rozpocznie się cykl prezentacji dla inwestorów, a sprzedaż akcji może nastąpić w połowie października. Gdyby termin się potwierdził, rząd w Paryżu zrealizuje plany wobec firmy w dość wczesnym terminie - zapowiadał, że oferta publiczna EdF nastąpi przed końcem tego roku.
Francuski rząd chce wprowadzić na giełdę do 30% akcji EdF i zebrać 8-9 mld euro. Od czasu, gdy ostatniego maja premierem został Dominique de Villepin, wyprzedaż państwowego majątku znacznie przyspieszyła. Władze ograniczyły swój udział we France Telecom, sprzedały część papierów Gaz de France oraz wystawiły na przetarg większościowe pakiety akcji trzech firm zarządzających autostradami. W sumie do francuskiego budżetu z tytułu prywatyzacji może w tym roku wpłynąć ponad 20 mld euro. Pieniądze mają pomóc w ograniczeniu deficytu oraz sfinansowaniu planowanych inwestycji.
Podobnie jak w Polsce, we Francji oddawanie kluczowych dla gospodarki firm w prywatne ręce wywołuje liczne kontrowersje. Socjalistyczna opozycja krytykuje Villepina za osłabianie "zdolności operacyjnych" państwa i sprzedawanie aktywów poniżej ich wartości. Przeciwko prywatyzacjom GdF i EdF protestowali pracownicy tych firm, którzy boją się zwolnień i utraty przywilejów socjalnych.
Po udanym debiucie GdF, którego akcje w pierwszym dniu notowań zdrożały o 23%, francuski rząd na pewno liczy na powtórkę scenariusza. Emisja walorów EdF najprawdopodobniej przyciągnie szeroką rzeszę inwestorów zarówno z Francji, jak i zagranicy, bowiem równie wielkiej pierwotnej oferty publicznej w Europie od lat nie było. Ostatni raz podobną sumę - 9 mld euro - zgromadził France Telecom za sprzedane inwestorom akcje komórkowego Orange'a.
Możliwe, że jak w wypadku GdF, oferta EdF będzie składać się z dwóch części - papierów oferowanych przez rząd oraz nowej emisji. Spółka potrzebuje bowiem pieniędzy na rozwój poza granicami Francji, żeby dotrzymać kroku rywalom, m.in. niemieckim koncernom E.ON i RWE.