Pesymistyczne zapatrywania co do przyszłych notowań na amerykańskich giełdach w dalszym ciągu są uzasadnione. Poprawa notowań nie przybrała zbyt imponującego charakteru. W odniesieniu do wykresu S&P 500 można ją traktować jako ruch powrotny do przełamanych linii trendu oraz marcowego szczytu. Trwająca od połowy kwietnia fala wzrostowa definitywnie się zakończyła i teraz można jedynie zastanawiać się nad głębokością spadku, jaki nastąpi. Odpowiedź na to pytanie w dużym stopniu będzie zależeć od tego, jak szybko podaż upora się ze wsparciem na wysokości 1205 pkt. Tworzy je sierpniowy dołek. Jeśli uda się go szybko pokonać, wtedy wnioski oparte na podwójnej negatywnej dywergencji staną się jak najbardziej prawidłowe. Przypomnijmy, że przestrzega ona przed nagłym zwrotem notowań i głębokim spadkiem, który mógłby sprowadzić S&P 500 do 1065-1075 pkt.
Spadek na wykresie Nasdaqa dziennego MACD poniżej poziomu równowagi sygnalizuje, że w segmencie technologicznym mamy do czynienia z trendem spadkowym. Zarówno wiosną 2004 r., jak i na początku tego roku taki sygnał poprzedzał mocniejszy spadek. W związku z tym można spodziewać się, że indeks będzie zmierzał w stronę 2025 pkt, gdzie wypada 61,8-proc. zniesienie trzymiesięcznego ruchu w górę. Właśnie takie wsparcie zatrzymało korektę fali wzrostowej z drugiej połowy minionego roku.
Trend wzrostowy ma się ku końcowi na niemieckim rynku. DAX w ostatnich tygodniach utworzył formację głowy z ramionami. Przed tygodniem doszło do przecięcia linii szyi, a ostatnie dni upłynęły na ruchu powrotnym w jej kierunku. Z tym że zasięg spadku wynikający z jej wysokości nie zbyt duży.
Rekordowy poziom osiągnął w piątek węgierski BUX. Wzrósł o dalsze 2,4%. Jednak tak samo jak w dwóch poprzednich dniach końcówka notowań przyniosła realizację zysków. Motorem napędowym wzrostu jest MOL. Reszta spółek - podobnie jak w Warszawie - pozostaje tłem. Wskaźniki techniczne nie nadążają za zwyżką, ale przy tak silnej tendencji trudno w tym upatrywać sygnały zwrotu notowań.