Spółka z Wrocławia przełożyła w czerwcu publiczną ofertę. Nie podała przyczyn i nowych terminów emisji. Jak się dowiedzieliśmy, zawinił mały popyt i niska cena, jaką inwestorzy instytucjonalni zaproponowali podczas book-buildingu. Zarząd tłumaczył, że głównym winowajcą była koniunktura rynkowa. Czy zdaniem prezesa Andrzeja Klimka poprawiła się?

Nie wiadomo. Nie chciał powiedzieć, czy firma - zajmująca się żeglugą śródlądową - będzie sprzedawać akcje, czy już z tego zrezygnowała. - Konkrety być może będą znane pod koniec września - wyjaśnił tylko prezes.

Odratrans po I półroczu zanotowała 0,9 mln zł zysku netto i 42,5 mln zł sprzedaży. Podtrzymała tegoroczne prognozy, które zakładają 10,4 mln zł zysku i 104,6 mln zł przychodów. A. Klimek nie chciał jednak zdradzić, w jaki sposób uda się zarobić w pół roku 9,5 mln zł. - Udowodnimy, że jest to możliwe podczas publikacji wyników za III kwartał - powiedział Klimek.

Spółka prowadziła również rozmowy z firmami, które może przejąć. Był to jeden z celów emisji. Nie wiadomo jednak, co przyniosły negocjacje. Prezes nie chciał rozmawiać na ten temat. Odratrans ma mniejsze zasoby gotówki na planowane inwestycje. Powód? Akcjonariusze zdecydowali o wypłacie dywidendy, choć pierwotnie - zgodnie z zapisami prospektu emisyjnego - cały zysk miał zasilić kapitał zapasowy. 75%, z 6,6 mln zł ubiegłorocznego zarobku, zasiliło kieszenie akcjonariuszy. Głównie Izo-Erg i Izo-Invest, które mają 93% akcji.

Spółka planowała emisję 373,5 tys. akcji i sprzedaż takiej samej liczby "starych" walorów. W pierwszej kolejności zamierzała przydzielić 250 tys. istniejących papierów. Odratrans chciała pozyskać na giełdzie 31 mln zł. Jednak, jak wynikało z opublikowanego przedziału, mogła liczyć co najwyżej na 28 mln zł.