Po wzrostowej wtorkowej sesji wydawało się, że byki rozpoczynają kolejną falę trendu wzrostowego. Wykres kontynuacyjny kontraktów terminowych na indeks WIG20 dotarł bowiem do najwyższego poziomu od marca 2000 roku. Wątpliwości mógł jednak budzić niewielki wolumen, który na wszystkich trzech seriach ledwo przekroczył 11 tys. kontraktów. Wczorajsze notowania nie rozwiały obaw o kondycję byków. Udany był właściwie tylko początek sesji. Kurs otwarcia ustalony został na 2314 pkt, czyli o 11 pkt wyżej niż wtorkowe zamknięcie. Luka hossy dość szybko została jednak zakryta, a ostatni kurs wczorajszych notowań to 2287 pkt. Na wykresie świecowym powstała więc formacja zasłony ciemnej chmury. Ma ona negatywną wymowę i dołączyła do szeregu sygnałów, które nie będą sprzyjały dalszej zwyżce notowań.

Mimo to inwestorom może być trudno zdecydować się na sprzedaż kontraktów. Posiadacze długich pozycji, biorąc pod uwagę zwyżkę z ostatniego tygodnia sierpnia, notują spore zyski, a wczorajszy spadek uszczuplił je nieznacznie. Od najbliższego wsparcia dzieli notowania 37 pkt, i dopiero po jego przełamaniu (2250 pkt) warto będzie rozważyć zmniejszenie lub zamknięcie pozycji.

Z drugiej strony gracze, którzy myślą o krótkich pozycjach, powinni ostrożnie realizować plany inwestycyjne. W trwającym od połowy maja trendzie wzrostowym niekorzystnych sygnałów (np. objęć bessy) było bardzo dużo. Za każdym razem jednak, po dwóch-trzech słabszych sesjach byk uderzał ze zdwojoną siłą i szybko wyciągał kurs do nowego szczytu. Ryzyka, że tak będzie i tym razem, nie można wykluczać i z otwieraniem krótkich pozycji lepiej wstrzymać się do chwili, kiedy notowania spadną poniżej linii trendu wzrostowego.