W lipcu deficyt obrotów bieżących wyniósł 302 mln euro - podał wczoraj NBP. Analitycy ankietowani w ubiegłym tygodniu przez PARKIET spodziewali się, że ujemne saldo wyniesie 88 mln euro (taka była średnia prognoz).
Dane NBP potwierdzają dobrą sytuację eksportu. W lipcu zagraniczni nabywcy zapłacili polskim dostawcom 6,03 mld euro - o prawie 15% więcej niż przed rokiem. Poprawa bierze się jednak w dużej części z osłabienia euro wobec złotego, z jakim mieliśmy do czynienia po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Roczny wzrost eksportu w złotych wyniósł zaledwie 5%.
Chociaż import rósł wolniej od eksportu (w przeliczeniu na euro polskie firmy przywiozły w lipcu towary za 6,38 mld euro, o 11% więcej niż przed rokiem), to 355 mln euro deficytu handlowego było kwotą wyższą, niż oczekiwali ekonomiści (średnia prognoz na poziomie 215 mln euro).
- Inwestorzy zareagowali w niewielkim zakresie. Złoty minimalnie stracił. Ale nie jest to rzecz, która miałaby jakiekolwiek znaczenie dla rynku w perspektywie dłuższej niż dziesięć minut - powiedział Jacek Wiśniewski, ekonomista banku Pekao. Po publikacji danych za euro płacono niemal 3,95 zł.
Nie sprawdziły się obawy pesymistów, że deficyt może być duży ze względu na duże wypłaty przez polskie spółki dywidend dla zagranicznych udziałowców. Bank centralny podał, że z krajowych spółek odpłynęło z tego tytułu 335 mln euro. Ekonomiści PKO BP szacowali, że ta kwota może być trzy razy większa.