Taki wynik głosowania rozpisanego na najbliższą niedzielę będzie zaś oznaczał konieczność złagodzenia planów Angeli Merkel, która szła do wyborów z hasłami redukcji podatków i liberalizacji prawa pracy.
Indeks DAX 30 tracił wczoraj wczesnym popołudniem nawet 1,7% i był to najgorszy wynik spośród 18 największych zachodnioeuropejskich giełd. Spadały kursy wszystkich wchodzących w jego skład spółek. Okazało się bowiem, że w przedwyborczych sondażach drugi tydzień z rzędu rośnie poparcie dla partii socjaldemokratycznej kanclerza Gerharda Schroedera. Ośrodek badania rynku Forsa, w dniach od 5 do 9 września, przeprowadził ankietę wśród 2504 Niemców. Okazało się, że poparcie dla Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej i jej siostrzanej Unii Chrześcijańsko-Społecznej z Bawarii deklaruje 42% respondentów, a SPD Schroedera popiera 35%. Przy czym margines błędu wynosił 2,5 pkt proc.
Do wczoraj indeks DAX 30 zyskał od początku roku 17% w wyniku nadziei, że zdecydowane zwycięstwo Angeli Merkel - a zanosiło się na to jeszcze w sierpniu - pomoże niemieckim przedsiębiorcom. Szefowa opozycji zapowiadała obniżenie kosztów pracy i redukcję podatków. - Ten piękny wzrost był wynikiem optymizmu, że jest szansa na zmianę rządu. Wczorajsza reakcja rynku to po części wynik realizacji zysków, ale przede wszystkim strach, że nie będzie spodziewanych reform - powiedział Bloombergowi Mike Bayer, zarządzający 340 mln USD we frankfurckiej firmie Ceros Vermoegensverwaltung.
Koloński instytut ekonomiczny IW opublikował niedawno raport na temat wysokości kosztów pracy. Wynika z niego, że w ub.r. wynosiły średnio 27,6 euro na godzinę. W tej kwocie była pensja, ubezpieczenie społeczne i dodatki. Dla porównania, we Francji ów koszt pracy wyniósł 20,74 euro, w Wielkiej Brytanii 19,89 euro, a w USA 18,76 euro. Jedynie w Danii był wyższy - 28,14 euro. W Chinach godzinna stawka wynosiła od 1 do 1,5 euro.
W ostatnich kilkunastu miesiącach największym niemieckim firmom udało się zmniejszyć pierwszy składnik tych kosztów - płace. W niektórych przypadkach redukcje sięgały nawet 30%. Pracownikom dawano do wyboru - albo zarobicie mniej, albo wcale, bo zlikwidujemy waszą fabrykę, a produkcję przeniesiemy na Wschód. Tak było na przykład u Siemensa i w Volkswagenie. Robotnicy zachowali pracę, ale o spadek zarobków mieli pretensje do rządu. Stąd początkowa przewaga opozycji w sondażach.