Do przydzielenia akcji Google inwestorom miało dojść po zamknięciu wczorajszej sesji giełdowej na Wall Street - zapowiadał komunikat na stronach internetowych banku inwestycyjnego Morgan Stanley, będącego gwarantem operacji.
Firma prowadząca najpopularniejszą wyszukiwarkę internetową rok po giełdowym debiucie postanowiła jeszcze raz sięgnąć po pieniądze inwestorów. W momencie ogłoszenia planów w zeszłym miesiącu Google mogło oczekiwać kwoty niewiele przekraczającej 4 mld USD. Przez niecały miesiąc (od 18 sierpnia) akcje spółki zdrożały jednak o 9,3% i emisja przyniosła ponad 4,4 mld USD.
Według prowadzącego portal IPOFinancial.com Davida Menlowa, tak dużych pieniędzy w drodze tzw. secondary public offering (SPO), czyli emisji akcji dokonywanej przez spółkę już notowaną na rynku publicznym, nie zebrała żadna amerykańska firma na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat. W tym okresie najwięcej pieniędzy z SPO zgromadził bank inwestycyjny Goldman Sachs, który pięć lat temu znalazł nabywców na akcje warte 3,99 mld USD. Google pobiło ten rekord.
Do inwestorów trafiło wczoraj 14,159 mln papierów wyszukiwarki. To nieprzypadkowa liczba - składa się z pierwszych cyfr rozwinięcia matematycznej liczby "pi", z pominięciem początkowej trójki. Założyciele Google Sergey Brin i Larry Page już raz złożyli matematyce podobny hołd, nazywając imieniem "pi" jeden z budynków na terenie korporacyjnego kampusu.
Od zeszłorocznego debiutu akcje Google zdrożały ponad trzykrotnie, głównie dlatego, że firma co rusz zaskakuje inwestorów znakomitymi wynikami finansowymi. Google postanowiło więc skorzystać z okazji i podnieść rezerwy gotówkowe, co powinno pozwolić spółce skutecznie konkurować z opływającym w kapitał Microsoftem czy też bezpośrednim rywalem - portalem Yahoo!