Na zmianie sposobu obliczania S&P 500 najbardziej stracą przedstawiciele sektorów producentów i sprzedawców dóbr konsumpcyjnych, na czele z Wal-Martem - twierdzą eksperci. Dwa subindeksy tej branży - jeden dotyczący dóbr podstawowych (tzw. staples - właśnie w nim jest uwzględniany gigant branży detalicznej) i drugi, dotyczący dóbr wyższego rzędu (tzw. discretionary) - w tym roku zachowują się słabiej niż S&P 500 (zyskał 1,7%), a w najbliższych dniach mogą odstawać jeszcze bardziej.
Dlaczego? Z powodu zmiany przeprowadzonej przez S&P, udział spółek "konsumpcyjnych" - takich jak Wal-Mart, kontrolowany przez Ruperta Murdocha koncern medialny News Corp., czy największy na świecie armator promów Carnival - w indeksie się zmniejszył. Tym samym fundusze inwestycyjne, które starają się podążać za wskaźnikiem (ich aktywa szacuje się na 1,2 bln USD!), muszą dokonać przetasowania w swoich portfelach. Sprzedawać będą te właśnie papiery, jak też akcje firm z sektora zaawansowanych technologii, bo ich udział w S&P 500 również spadnie.
Wal-Mart, News Corp. i Carnival to sztandarowe przykłady amerykańskich giełdowych kolosów, których free-float jest względnie niski. Dwie piąte Wal-Marta jest w rękach potomków założyciela firmy Sama Walona i te papiery od dzisiejszej sesji na notowania S&P 500 już nie będą mieć wpływu. W News Corp. rodzina Ruperta Murdocha ma 29% udziałów, a spadkobiercy Teda Arisona, założyciela Carnival, kontrolują ok. 38% akcji tejże firmy.
Jak obliczył Paul Lieberman
z banku inwestycyjnego Bear Stearns, łącznie zarządzający "wyprowadzą" ze spółek branż dóbr konsumpcyjnych i technologicznej 7,8 mld USD, pompując jednocześnie tak niebagatelną kwotę pieniędzy w akcje firm z siedmiu pozostałych sektorów wyróżnianych w S&P 500. Analogicznie notowania tych spółek zapewne więc wzrosną - jednak jako że chodzi o znacznie szerszą grupę firm, reakcja powinna być słabsza, niż przy spółkach, których akcje będą wyprzedawane.