Wynosząca 10% stawka podatku od zysków kapitałowych jest kompromisem między władzami a giełdą w Budapeszcie. Rząd już jesienią zeszłego roku zaproponował bowiem przywrócenie daniny, którą sam w 2002 r. - gdy do władzy doszli socjaldemokraci - zniósł. Ponownemu wprowadzeniu wysokiego podatku (miał obowiązywać od początku tego roku i wynosić 25%, stawka sprzed zniesienia to 20%) sprzeciwił się jednak parlament w listopadowym głosowaniu. Przeciwna była mu też giełda w Budapeszcie.

Jej szef Attila-Szalay Berzeviczy latem zaproponował zmiany w finansach państwa, które miały stanowić przeciwwagę dla opodatkowania zysków z giełdowych inwestycji. - To pakiet środków, które ożywią rynek papierów wartościowych, i dzięki którym opodatkowanie zysków kapitałowych jest w ogóle do zaakceptowania - mówił wczoraj Berzeviczy.

I tak, rząd postanowił, że spadnie stawka podatku od dywidend, obecnie wynosząca 25%. Planowane jest także uruchomienie programu zachęcającego do kupowania akcji w ramach oszczędzania na przyszłe emerytury. Prawdopodobnie najważniejszą wiadomością dla giełdy jest zaś pomysł uruchomienia specjalnego funduszu o wartości 100 mln forintów, który ma pomagać w przeprowadzaniu ofert publicznych małym i średnim przedsiębiorstwom. Węgierskiemu parkietowi, inaczej niż giełdzie w Warszawie, brakuje bowiem debiutów, a bez nich w dłuższej perspektywie może zostać skazany na marginalizację.

Zmiany w giełdowych daninach są częścią szerszego, zaplanowanego na pięć lat, programu reform systemu podatkowego, który ma ożywić węgierską gospodarkę. W czerwcu rząd informował, że suma cięć podatkowych do 2010 r. wyniesie bilion forintów (prawie 5 mld USD).

Bloomberg