Już w przyszłym roku PO zapowiada redukcję wydatków sektora finansów publicznych o więcej niż 5 mld zł. Największą oszczędnością ma być obniżenie emerytur i rent kombatanckich (1 mld zł). Partia zapowiada też ograniczenie kwot łożonych na zagraniczne podróże urzędników (da to 200 mln zł). Resztę dopełni kilkadziesiąt cięć w różnych resortach i urzędach. O jakie konkretnie redukcje chodzi - wciąż nie wiadomo. - Zobaczą je państwo, jak trafi do Sejmu nasz projekt nowelizacji budżetu. Wiele osób będzie zaskoczonych, jakie drogie mieliśmy państwo - mówi Rafał Antczak, doradca ekonomiczny PO.

Do owych 5 mld zł Platforma nie wlicza zapowiadanego wcześniej zmniejszenia kosztów działania aparatu skarbowego o 1-1,5 mld zł po wprowadzeniu liniowej stawki podatków CIT, PIT i VAT. Los tej koncepcji nie jest jeszcze pewny, prawdopodobnie konieczny będzie skomplikowany system zróżnicowanej kwoty wolnej. Tylko w ten sposób PO uniknąć może bowiem zarzutów o podwyżkach dla najuboższych. W pierwszym roku rządzenia partia nie spodziewa się też znacznych oszczędności po redukcji liczby ministerstw. Powód? Odprawy. - Ewentualne korzyści wyniknąć mogą z obrotu rządowymi nieruchomościami - zapowiada R. Antczak.

Cięcia zapowiadane przez PiS to również 5 mld zł rocznie. Wiążą się one jednak przede wszystkim z konsolidacją szeregu urzędów szczebla centralnego. Partia liczy, że same ograniczenia kadry urzędniczej o 20% umożliwia oszczędności rzędu 1,1 mld zł. PiS zwiastuje również koniec środków specjalnych, zasilających urzędowe budżety (efekt netto reformy to około 2 mld zł). Partia prognozuje także, że jednorazowy wpływ uzyskany dzięki zredukowaniu biurokracji przyniesie dodatkowe 3 mld zł.

Mimo różnic w podejściu do redukcji wydatków, partie prezentują podobne podejście do polityki budżetowej. Obie chcą zamienić obecny budżet wskaźnikowy (w którym wydatki ubiegłoroczne przechodzą na nowy rok, po odpowiedniej "waloryzacji") na tzw. budżet zadaniowy. Pełna taka zmiana nastąpi w planie finansowym państwa na 2007 r. Jak się dowiedzieliśmy, Platforma poprosi nawet przyszłych ministrów o podpisanie deklaracji, że na taki system się zgadzają. PO i PiS chcą też przejść na trzyletnie budżetowanie. Oba ugrupowania postulują wreszcie wzmocnienie roli premiera przy pracach nad budżetem.