Reklama

Rynkowi potrzebna jest konkurencja

Z Marią Dobrowolską, prezes Izby Domów Maklerskich, rozmawia Łukasz Wójcik

Publikacja: 22.09.2005 09:05

Wiele zmian, jakie wprowadzą nowe regulacje rynku kapitałowego, dotyczy domów maklerskich. Jedna z nich daje możliwość kierowania akcji do klientów kwalifikowanych bez konieczności sporządzania, zatwierdzania i upublicznienia prospektu. Czy to dobry pomysł? Czy biura maklerskie na tym skorzystają? Będą przecież pośredniczyć w transakcjach.

To głównie emitentom zależało na wprowadzeniu takich rozwiązań. Zdobycie pieniędzy za pośrednictwem rynku kapitałowego powinno być jak najtańsze. Bycie spółką publiczną nie jest nobilitacją samą w sobie. Głównym celem jest pozyskanie finansowania na przedsięwzięcia. Na rynkach rozwiniętych funkcjonują tzw. business angels. Nowa ustawa o ofercie ma zaktywizować ich na naszym rynku poprzez uproszczenie oferty dla inwestorów kwalifikowanych, dla pakietów o wartości co najmniej 50 tysięcy euro i papierów o jednostkowej wartości co najmniej 50 tysięcy euro. Sądzę, że te rozwiązania przyniosą korzyści całej gospodarce. Akcje sprzedane inwestorom bez konieczności sporządzania, zatwierdzania i publikowania prospektu, mogą też później trafić do notowań na rynku regulowanym.

Kolejnym interesującym rozwiązaniem, z punktu widzenia biur maklerskich, są alternatywne systemy obrotu (ASO). Czy jest jednak możliwe przełamanie monopolu giełdy?

To nie jest polski wymysł, to wymóg prawa unijnego - odejście od przymusu rynku regulowanego. Powinno się doprowadzić do sytuacji, w której obrót prowadzony jest na konkurencyjnych platformach. Nie słyszałam nigdy, żeby konkurencja zaszkodziła klientom. Na pewno Giełda Papierów Wartościowych będzie rynkiem wiodącym, bo nie jest w niczyim interesie, żeby GPW marginalizować. Domy maklerskie są przecież członkami Giełdy. Udział w obrotach na GPW jest swoistą wizytówką danego domu maklerskiego. Funkcjonowanie ASO i transakcji bezpośrednich jest możliwe tylko wtedy, gdy rynek regulowany, jakim jest giełda, jest efektywny.

Ważne jest też, jak będą skonstruowane akty wykonawcze do ustawy. Mam nadzieję, że nowe możliwości nie będą istnieć tylko na papierze. Nie można na przykład tworzyć, porównywalnych do rynku regulowanego, wymogów dla transakcji bezpośrednich. Firma inwestycyjna, angażując swój kapitał, ponosi przecież ryzyko inwestycyjne i operacyjne. Giełda jedynie operacyjne.

Reklama
Reklama

Pani słowa oznaczają, że giełda boi się konkurencji...

Tak. Z jednej strony rozumiem GPW i KDPW, które przez kilkanaście lat działały w monopolu. Uważam jednak, że Ministerstwo Finansów podejmie salomonowe decyzje. Musimy być takim rynkiem, jak europejskie. Nie możemy być rynkiem egzotycznym, który ma papierowe zapisy na temat ASO i transakcji bezpośrednich. Nowe rozwiązania na pewno poprawią efektywność rynku, a giełda nie powinna się obawiać o swoją pozycję. Nikt nie chce jej umniejszać.

Wprowadzono tzw. maklerskie instrumenty finansowe. Co to oznacza w praktyce?

To tylko kwestia nazewnictwa. Ustawodawca stworzył ją po to, aby łatwiej było definiować poszczególne czynności maklerskie. To nie jest żaden nowy twór.

Rozumiem, że podobnie jest ze zmianą definicji papieru wartościowego. Prawa pochodne i majątkowe tracą taki status, a to - jak informuje KPWiG - jest istotne dla brokerów.

Długo nad tym dyskutowano. Chodziło o to, żeby powstawanie nowych instrumentów nie powodowało dezaktualizacji zapisów ustawowych.

Reklama
Reklama

Domy maklerskie będą mogły kupować do 5% akcji spółki matki w celu stabilizacji kursu. Czy to rozwiązanie jest rozsądne? Czy brokerzy chcieli jednak czegoś więcej?

Oczywiście, zależało nam, by dom maklerski miał możliwość bycia animatorem banku, który jest jego spółką matką. Próg zaangażowania określony jest nisko. Nie stworzy to zagrożenia, ale pozwoli swobodnie działać.

Domy maklerskie będą mogły zawierać transakcje bezpośrednie ze swoimi klientami. Co to oznacza w praktyce?

Stworzy to możliwość konkurencyjnej realizacji transakcji i da oszczędności, ponieważ nie będzie kosztów transakcyjnych rynku regulowanegBędzie też można na naszym rynku stosować zasadę unijną o jak najlepszym wykonaniu zlecenia klienta. Jednak czy taka możliwość zaistnieje, zależy od nowych rozporządzeń. Nie można dopuścić, by nowe regulacje spowodowały, że takie zlecenie będzie droższe niż na rynku regulowanym.

Kolejną możliwością jest kojarzenie zleceń. Jak to się przełoży na działalność domów maklerskich i co przyniesie ich klientom?

Na przykład inwestor przyjdzie do biura z pakietem akcji i poinformuje, że chce go sprzedać. W tym momencie nie będzie musiał podawać wszystkich parametrów zlecenia. Nie musi nawet podawać ceny. Broker poszuka nabywcy na te akcje. Kiedy go znajdzie, poinformuje o możliwych warunkach transakcji. Wtedy sprzedający podejmie decyzję. Do tej pory firma inwestycyjna nie mogła działać w ten sposób i była to ułomność naszego rynku.

Reklama
Reklama

Na rynku może pojawić się konkurencja dla biur maklerskich. Rozszerzono bowiem krąg podmiotów, które mogą zawierać transakcje na GPW. Nie budzi to obaw środowiska maklerskiego?

Oczywiście, konkurencja może wzrosnąć. Na pewno pośrednictwem mogą zainteresować się banki czy zagraniczne firmy inwestycyjne. Na początku skorzysta na tym klient. Żeby go pozyskać, trzeba będzie zaoferować lepsze warunki od podmiotów działających już na rynku. Jak to będzie funkcjonowało w dłuższym terminie, trudno powiedzieć. Trudno też ocenić, jak przełoży się na ofertę dla klienta detalicznego. Obsługa tej grupy klientów jest najdroższa. Giełda podwyższa przecież opłaty dla transakcji o małej wartości.

...ale tłumaczy, że dostosowuje w ten sposób strukturę opłat do unijnych. Obniża je przecież dla dużych transakcji. Czy to dobre rozwiązanie?

Zależy dla kogo. Przecież dla drobnego inwestora nie ma znaczenia fakt, że koszty transakcyjne dużych zleceń maleją. On będzie płacił więcej.

Zliberalizowano znacząco działalność maklerską. Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością będzie mogła prowadzić pełną działalność. Spółki doradcze i zarządzające aktywami mogą zakładać osoby fizyczne z odpowiednimi licencjami. Czy ustawodawca nie posunął się za daleko?

Reklama
Reklama

Nie. Teraz rynek jest dojrzały. Większe doświadczenie mają też ludzie, którzy funkcjonują na rynku. Trzymanie ostrych rygorów formalnych nie prowadzi do niczego dobrego. Trzeba pamiętać, że wciąż są restrykcyjne przepisy kapitałowe. Aby rozpocząć działalność, trzeba będzie mieć odpowiednio wysoki kapitał lub ubezpieczenie. Nie będzie to więc ryzyko dla klienta, tylko dla osób, które założą takie firmy. Klienci mają ogromne wymagania. Żeby im sprostać, nie wystarczy tylko pośredniczyć w przekazywaniu zleceń. By dać klientom pełen serwis usług, trzeba mieć duże i rozbudowane przedsiębiorstwo. Być może niektórzy inwestorzy zdecydują się na obsługę przez niewielkie firmy w zamian za niższe opłaty.

Czy w związku z wejściem w życie nowych regulacji nie ma obaw, że maklerzy i doradcy zaczną uciekać z korporacji i pójdą "na swoje"?

Już teraz zakładają własne firmy consultingowe. Może nie świadczą pełnych usług maklerskich, ale zajmują się doradztwem przy różnych transakcjach. Na pewno wielu ludzi woli pracować w większych przedsiębiorstwach, gdzie często projekty są dużo ciekawsze. Nie sądzę, by zabrakło pracowników w domach maklerskich. Nie każdy też nadaje się do pracy na własny rachunek.

Dla rynku kapitałowego nowe regulacje są bardzo ważne. Istotna wydaje się też prywatyzacja giełdy. Wiele się mówi o opóźnieniach w tym procesie. Jak Pani sądzi? Czy uda się zakończyć go w przyszłym roku?

W przededniu wyborów żadne decyzje nie zostaną podjęte, bo prywatyzacja jest na zbyt wczesnym etapie. Nie podejmuję się prognoz, jak będzie wyglądał przyszły rząd i jego polityka w tym zakresie, dlatego trudno oceniać, czy uda się zakończyć prywatyzację w przyszłym roku. Będąc członkiem Rady Rynku Kapitałowego przy Ministerstwie Finansów, będę przekonywać, że nie należy tego procesu spowalniać. Blisko stuprocentowy udział Skarbu Państwa w akcjonariacie giełdy nie jest potrzebny do prowadzenia nadzoru nad rynkiem. Kontrola na innych rynkach odbywa się przez tworzenie odpowiednich regulacji i nadzór organu typu KPWiG.

Reklama
Reklama

Jak Pani sądzi? Czy "Agenda Warsaw 2010" wyląduje w koszu? To przecież projekt poprzedniego rządu...

Nie sądzę. To projekt bardzo korzystny dla naszej gospodarki. Tylko czas realizacji może być różny. Stworzenie w Warszawie regionalnego centrum finansowego może być trudne. Pewnie każdy chciałby mieć je u siebie. Wydaje mi się, że nie zależy to wyłącznie od możliwości polskiej infrastruktury finansowej, ale również od pozycji Polski w regionie.

Biura maklerskie wprowadziły standardy adekwatności usługi maklerskiej. Ankieta, jaką wypełnią klienci przed otwarciem rachunku, pozwoli ocenić, jaką mają wiedzę i jakie instrumenty są dla nich odpowiednie. Jak to działa po kilku tygodniach od wprowadzenia?

Trudno jeszcze ocenić. Wydaje mi się, że tworzenie standardów ma zawsze sens. Rynek staje się bardziej przejrzysty. Dlatego myślimy już o standardzie oferowania.

Na czym będzie polegał?

Reklama
Reklama

W tej chwili nie ma konkretów. Chcemy rozpocząć dyskusję na ten temat. Przeanalizujemy ostatnie oferty i ocenimy. Chcemy, żeby inwestor czy emitent uczestniczący w IPO wiedział, czego może oczekiwać po ofercie i oferującym.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama