To już druga dymisja szefa resortu finansów we Włoszech w ciągu ostatnich 14 miesięcy. Doszło do niej w wyjątkowo niesprzyjających dla rządu okolicznościach, bo do końca września musi przedstawić parlamentowi projekt budżetu. Rezygnując ze stanowiska Siniscalco zapewnił sobie, że nie będzie musiał razem z ostro krytykowanym szefem banku centralnego Antonio Fazio uczestniczyć w rozpoczynających się dzisiaj w Waszyngtonie spotkaniach Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Grupy Siedmiu.
Odejście Siniscalco, politycznie niezależnego, jeszcze bardziej skomplikuje i tak już napięte stosunki między czterema partiami tworzącymi koalicyjny rząd premiera Silvio Berlusconiego. Szefowie innych resortów nie godzili się na cięcia wydatków budżetowych na mniej niż rok przed zapowiedzianymi na wiosnę 2006 r. wyborami parlamentarnymi. Siniscalco chciał zmniejszyć wydatki o 11,5 mld euro w ramach przedsięwzięć zmierzających do redukcji deficytu budżetowego, który od czterech lat przekracza limit dopuszczalny w strefie euro.
"Nie zgadzam się z niczym w tym rządzie, ostatnio dochodziło do coraz większych różnic zdań w sprawie budżetu na tle politycznym" - napisał Siniscalco w liście do Berlusconiego, uzasadniając swoją decyzję odejścia z rządu. Politykom z partii koalicyjnych zarzucił, że protestując przeciwko cięciom budżetowym w przyszłym roku, kierują się własnymi interesami w perspektywie wyborów parlamentarnych. - Nie zgadzacie się na cięcia, bo chcecie przekupić wyborców - mówił na jednym z ostatnich posiedzeń rządu.
Ten konflikt trwał od kilku tygodni i w tym kontekście sprawę szefa banku centralnego można uznać jedynie za dodatkowy pretekst do dymisji. Były już minister finansów wypowiedział otwartą wojnę Antonio Fazio, domagając się jego natychmiastowego odejścia. Zarzucał mu brak bezstronności wobec zagranicznych banków, które chcą wejść na włoski rynek, a także niejasne powiązania z krajowymi spółkami. Fazio nie krył swego sprzeciwu wobec prób zagranicznych przejęć w sektorze bankowym.
Bloomberg