Plany gospodarcze PiS oparte są na dwóch założeniach - że uda się doprowadzić do wzrostu zatrudnienia i że koniunktura gospodarcza w kraju i za granicą będzie na tyle dobra, iż firmy nie będą się wzbraniać przed inwestowaniem i zatrudnianiem pracowników.
Liczą się nowe miejsca pracy
Najważniejszą częścią programu PiS są działania nastawione na wzrost liczby pracujących. Obecnie w Polsce pracuje mniej niż połowa osób w wieku produkcyjnym - reszta korzysta z rent i emerytur, różnego rodzaju zasiłków albo jest pozbawiona prawa do świadczeń społecznych z zasiłkami dla bezrobotnych włącznie. Aby temu zapobiec, PiS proponuje zwolnienie pracodawców z opłacania swojej części składek zus-owskich. Takie zwolnienie, trwające dwa lata, przysługiwałoby osobom zatrudniającym bezrobotnych i absolwentów. Jest haczyk - przedsiębiorca, który utworzył miejsce pracy korzystające z takiego zwolnienia, musi je utrzymać łącznie przez pięć lat. Może wprawdzie zwolnić jednego, a zatrudnić innego pracownika, ale jeśli zlikwiduje całe miejsce pracy, musi zapłacić swoją część składki emerytalno-rentowej za całe dwa lata. Faktycznie oznacza to konieczność tworzenia rezerw o charakterze zobowiązań pozabilansowych, lecz - według Cezarego Mecha, autora programu gospodarczego PiS - środki te poprawią płynność przedsiębiorstw. 5lat ma uniemożliwić sytuację, w której przedsiębiorcy wymieniają kolejnych pracowników co dwa lata, by zaoszczędzić na ich składkach.
Zachęty do zatrudniania na tym się nie kończą - poza zwolnieniami z danin na fundusze ZUS-owskie firmy posiadające osobowość prawną (czyli płacące CIT) korzystałyby z ulgi podatkowej w wysokości 1 tys. zł na każdego nowo zatrudnionego (ulga również na dwa lata). Koszt tej ulgi - według szacunków PiS - jest dość spory, bo ma spowodować 50-proc. redukcję efektywnej stawki CIT. Z innej ulgi mają korzystać przedsiębiorcy, rozliczający się według podatku od osób fizycznych, którym przysługiwałoby prawo do 100-proc. amortyzacji wydatków inwestycyjnych, z wyłączeniem nieruchomości i samochodów osobowych. Proponuje się także przedłużenie okresu rozliczania strat do siedmiu lat. - Praktycznie możliwa jest sytuacja, w której nie płaci się podatków, jeśli się zatrudnia nowych pracowników - mówi C. Mech.
Na wzrost zatrudnienia ma wpłynąć także inny czynnik - również związany z podatkami. PiS chce zmienić system podziału pieniędzy dla samorządów. Teraz wpływy z PIT trafiają do miejsca zamieszkania podatnika, bez względu na to, gdzie faktycznie jest on zatrudniony. W rezultacie - zdaniem Mecha - spora część samorządów nie próbuje aktywnie walczyć o wzrost liczby firm działających na ich terytorium. Faktycznie bardziej się opłaca bycie "sypialnią", gdyż daje to spore dochody bez problemów związanych z ekologią itd. Tymczasem PiS proponuje taki podział pieniędzy, aby większość pieniędzy z PIT trafiała do gmin, w których operują zatrudniające dane osoby firmy. Z jednej strony, ma to zwiększyć aktywność samorządowców do ściągania przedsiębiorstw, z drugiej, zatyka lukę w budżetach tych gmin, gdzie jest sporo firm, w sytuacji gdy dzięki ulgom związanym ze wzrostem zatrudnienia te ostatnie będą płacić mniej.