Ponadprzeciętne zainteresowanie derywatami, jak łatwo się domyśleć, w głównej mierze przypadło na kontrakty na indeks WIG20 (45 923 instrumenty). W ustanowieniu rekordu pomogło zdarzenie, do którego, chwilę po starcie wtorkowych notowań na rynku kasowym, doszło na grudniowej serii.
Paniczna reakcja inwestorów
Zwiększona podaż akcji po rozpoczęciu sesji wniosła popłoch w szeregi inwestorów z rynku terminowego. Początkowo grudniowa seria kontraktów na WIG20 zyskiwała nawet 0,8% w stosunku do poniedziałkowego zamknięcia. Wzrost ten został szybko zniwelowany, a ponieważ nie było widać końca przeceny, inwestorzy zaczęli reagować bardzo nerwowo. Po godznie 10:15 doszło do gwałtownego załamania notowań. W kilkanaście sekund kurs kontraktów zanurkował do 2390 pkt (-3,9%). Na tak dużą przecenę miał wpływ specyficzny układ rynku. - Zaczęło się od zwykłych zleceń sprzedaży. Jedno z nich uruchomiło zlecenia z limitem aktywacji i lawina wystartowała. Do tego z różnych biur napływały kolejne dyspozycje sprzedaży - tłumaczył po zdarzeniu Adam Maciejewski, dyrektor Działu Notowań i Rozwoju Rynku GPW. - Po analizie sytuacji można stwierdzić, że nie doszło do żadnej pomyłki. Nie było też takiego sygnału z biur maklerskich - dodał.
Wszystko działo się bardzo szybko. Po osiągnięciu 2390 pkt kurs zaczął odrabiać straty. Wrócił do 2462 pkt i wtedy na rynek trafiło kolejne zlecenie sprzedaży. Ponieważ oferty kupna nie zdążyły się odbudować, to jego realizacja wiązałaby się ze spadkiem poniżej dolnych widełek - to doprowadziło do zawieszenia notowań. W trakcie niecałych dwóch minut (pomiędzy 10:15 a wstrzymaniem obrotu - 10:16) wolumen wyniósł ponad 1,7 tys. kontraktów.
Ograniczony potencjał FTPS