W miarę jak zbliżała się Rita na Wall Street uciekano m.in. od akcji firm ubezpieczeniowych oraz tych spółek naftowych, które miały rafinerie w najbardziej zagrożonej strefie wybrzeża Zatoki Meksykańskiej.

Inwestowano natomiast w spółki, które będą uczestniczyć w odbudowie zniszczonych regionów, w firmy odbudowujące infrastrukturę naftową. Rosły akcje producentów maszyn, firm budujących i remontujących szyby naftowe (np. Shaw Group czy McDermott International) oraz tych spółek naftowych, które były w najmniejszym stopniu narażone na skutki huraganów. Na przykład Frontier Oil z rafineriami w Wyoming i Kansas, który na huraganie mógł tylko zyskać. Jednocześnie spadki dotyczyły firm asekuracyjnych i reasekuracyjnych, obciążonych wypłatami wielkich odszkodowań, wielkich sieci sklepów dla klasy średniej, sprzedających towary, które nie są konieczne do codziennej egzystencji, czy sprzedawców sprzętu elektronicznego. Traciły także firmy żyjące z turystyki, bo z budżetem ograniczonym przez wzrost cen energii Amerykanie rzadziej decydować się będą na wyprawy do Las Vegas czy na Bermudy.

Huragany stwarzają jednak możliwość spekulacji i zarabiania pieniędzy w związku z przewidywanym wzrostem cen ropy. Mimo uszkodzeń infrastruktury, akcje spółek naftowych idą ciągle w górę, bo premia jaką otrzymują przy dystrybutorze z powodu wysokich cen benzyny, rekompensuje potencjalne straty.

Nowy Jork