Reklama

Nic wbrew sobie

Publikacja: 26.09.2005 09:51

Poniedziałek. Jadę do swojego biura z małego podwarszawskiego miasteczka. Po wyjechaniu ze strefy miejskiej trafiam na drogę dwupasmową, na której mogę się rozpędzić, by zdążyć na czas. Zaraz potem jest dość ostry zakręt, gdzie zawsze skupiam się, kiedy tamtędy przejeżdżam. Dzisiaj, właśnie na tym zakręcie widzę potłuczony samochód, który uderzył w latarnię. Jeszcze bardziej koncentruję uwagę na drodze.

Wtorek... środa... czwartek i kolejny wypadek. Piątek. Koniec tygodnia. Mam sporo rzeczy, które muszę zamknąć przed weekendem. Spieszę się do pracy. Przed sobą widzę sporo samochodów, które jednocześnie hamują przed zakrętem. Zapalają się czerwone światła. Też hamuję i chowam się na prawym pasie. Policja stoi dalej. Czuję dyskomfort, jakbym stracił pewność siebie w prowadzeniu samochodu. Parkuję przed biurem z mieszanym humorem. Dobrze, że zaczynam dzień od spotkania z dawnym kandydatem, którego lubię.

- François, dobrze mnie znasz - mówi kandydat. - Moja droga kariery jest płynna. Regularne awanse. Jeden pracodawca od dziesięciu lat. Umiałem wyczuć, dokąd niesie mnie bieg wydarzeń. Oczywiście kilka razy mogłem dokonać ostrych przewrotów w swojej karierze. Raz pamiętam, że namówiłeś mnie do pracy w londyńskim banku inwestycyjnym. Na papierze oferta wyglądała bardzo atrakcyjnie. Leciałem samolotem z poczuciem zwycięstwa, że tak atrakcyjne stanowisko jest w moim zasięgu. Jednak tłocząc się w wąskich uliczkach Londynu starałem się sobie wyobrazić, jak mogłoby wyglądać moje życie. Z kim w metrze bym "komutował", aby dojechać do "city"? Co by robiła moja żona, czekając na mnie w domu? W jakim środowisku rozwijałyby się moje dzieci? I nagle uświadomiłem sobie, że zupełnie tego nie widzę. Spotkanie kwalifikacyjne z pracodawcą szło bardzo dobrze, aż do końca, kiedy mi powiedziano: "My jesteśmy jak najbardziej zainteresowani, ale pan na takiego nie wygląda". Bez wahania odpowiedziałem: "Chyba nie". Uśmiechali się, rozumieli. Chyba nigdy nie czułem się tak dobrze na spotkaniu kwalifikacyjnym. Rozstaliśmy się w bardzo dobrej atmosferze. I dziś widzę, że droga kariery jest pełna możliwych zakrętów. Należy szanować płynność ruchu, aby po właściwym torze trafić do sukcesu.

Poniedziałek. Kolejny tydzień. Jadę do pracy, cały czas myśląc o moim kandydacie, który płynnie kieruje swoją karierą. Zastanawiam się, jak trafnie intuicja wpłynęła na jego decyzję, kiedy w Londynie decydował się na wybór życiowej kariery. Zbliżam się do zakrętu z głową pełną hipotez. Na tym zakręcie, pierwszy raz, zauważam z boku szuwary. Jakby pozostałość bagna w tym miejscu. Nagle, kierownica jeszcze raz zaczyna drżeć. Jakbym otrzymywał sygnał, że zbliża się niebezpieczeństwo. I tu dopiero zrozumiałem, co znaczy płynne zarządzanie karierą.

Wniosek: Nie dokonuj wyboru kariery wbrew sobie. Szanuj swoje uczucia i zastanów się, co mogą oznaczać. Łamana linia w rozwoju twojej kariery to zawsze dodatkowa trudność w samorealizacji. n

Reklama
Reklama

* Wszystkie zdarzenia opisane w felietonie są fikcyjne.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama