- Mamy trochę ustaw, które chcemy wprowadzić w życie. Pracujemy nad ustawami okołobudżetowymi - powiedział Kazimierz Marcinkiewicz z Prawa i Sprawiedliwości. Czy mogą to być ustawy, które zwiększą wydatki publiczne?
Takim projektem jest ustawa o dożywianiu dzieci. Informacje na jej temat pojawiały się już od pewnego czasu. Podawano wówczas, że jej uchwalenie wiązałoby się ze wzrostem wydatków publicznych rządu 400 mln zł w skali roku. Według K. Marcinkiewicza, taki byłby efekt, gdyby uchwalono ją "w najskromniejszej wersji". W najobszerniejszej oznaczałaby wzrost wydatków publicznych nawet o miliard złotych w skali roku. - Według badań, może chodzić nawet o około miliona dzieci - stwierdził poseł PiS.
Dodał, że nie pamięta, by jego partia miała też inne projekty, które skutkowałyby zwiększeniem wydatków publicznych. Czy należy jednak liczyć się z tym, że zwycięzcy wyborów zechcą uchwalić również inne ustawy zwiększające wydatki budżetowe?
- Jeśli nawet pojawią się inne projekty zwiększające wydatki budżetu, spodziewam się, że posłowie PiS znajdą również dla nich finansowanie. PiS zapowiedział przecież, że obniży przyszłoroczny deficyt do 30 mld zł - powiedział Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.
Wojciech Kuryłek, ekonomista Kredyt Banku, zwrócił uwagę, że w przyszłorocznym budżecie projektów zwiększających wydatki raczej nie będzie. - Przy zgłoszeniu jakiegokolwiek projektu tego typu powstaje pytanie, jakie wydatki PiS obetnie, żeby wesprzeć nawet taki szczytny cel, jak dożywianie dzieci. Odpowiedź na nie poznamy najwcześniej w końcu października, po drugiej turze wyborów prezydenckich. Nie sądzę, by do tego czasu którakolwiek z partii była gotowa na tego typu deklaracje - ocenił W. Kuryłek.