Indeks obliczany na podstawie liczby osób przyjętych do pracy w bankach, towarzystwach ubezpieczeniowych, domach maklerskich i innych firmach świadczących usługi finansowe wzrósł we wrześniu do 25 pkt, z 23 w czerwcu - poinformowała Confederation of British Industry.
Cały sektor finansowy zatrudnia w Wielkiej Brytanii ok. 1,2 mln osób. Banki i firmy maklerskie przyjmowały nowych pracowników, by sprostać popytowi spowodowanemu przez rosnące kursy akcji i zwiększone inwestycje spółek. Branża ta od września 2001 r. do czerwca 2002 r. zwolniła ponad 26 tys. pracowników. Główny indeks londyńskiej giełdy FTSE 100 stracił wtedy połowę wartości.
W minionym roku wskaźnik ten zyskał 19,8%. Wzrost przychodów z obrotu akcjami, boom na rynku przejęć oraz dobra koniunktura dla pierwotnych ofert publicznych wywindowały do rekordowych poziomów zyski czołowych amerykańskich banków inwestycyjnych, które opublikowały już raporty kwartalne.
Ożywienie w tej branży nabiera tempa i obejmuje wszystkie czołowe rynki. Potwierdzają to również inne indeksy obliczane przez Confederation of British Industry. Wskaźnik mierzący prognozowane obroty w branży finansowej wzrósł we wrześniu do 21 pkt - z zera w czerwcu, kiedy oczekiwano wakacyjnego spowolnienia. Jak pokazało całkiem ciepłe rynkowe lato, zupełnie niesłusznie. Wskaźnik spodziewanych opłat i prowizji wzrósł w tym samym okresie z 6 do 25 pkt. Oba te indeksy osiągnęły poziomy najwyższe od czerwca 2004 r.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby ożywienie na rynku kapitałowym stało się sygnałem przyspieszenia w całej brytyjskiej gospodarce. A na to się nie zanosi. W II kw. tempo jej wzrostu wyniosło 1,5% i było najwolniejsze od 12 lat.