Różnymi względami będą się kierować wyborcy, którzy pójdą w niedzielę do komisji, by wytypować swojego prezydenta. Dla jednych kluczowa będzie powierzchowność. Inni postawią na uczciwość. Jeszcze inni na szczere spojrzenie. Może dla kogoś ważna będzie gospodarka, a nawet finanse? Dla tych - nielicznych - zła wiadomość. Prezydent w gospodarce niewiele może. Można nawet odnieść wrażenie, że mniej od swoich doradców. Nie przypadkiem prezydent, który za chwilę skończy urzędowanie, o gospodarce miał do powiedzenia niewiele. Dużo mniej niż jego doradcy. Mimo że społeczni, więc te wypowiedzi były zawsze jakby nadobowiązkowe.
Prezydent niewiele może powiedzieć, ale i mało zrobić. Kto pamięta, żeby po którejś z licznych prezydenckich podróży okazało się, że polska firma sprzeda, kupi, zainwestuje itp.? Prawda, że niewiele tego było? Prezydent więcej może zrobić nierobieniem - ze szczególnym uwzględnieniem niepodpisywania ustaw.
Ale jest jedna rzecz, którą prezydent musi zrobić. I jest to wpływ trudny do przecenienia. Prezydent wyznacza. Kogo? Oczywiście - kandydata na prezesa NBP. I nowy prezydent, którego wybierzemy w niedzielę (albo w tę, albo za dwa tygodnie), z tym zadaniem będzie się musiał zmierzyć. Kadencja obecnego prezesa kończy się za niewiele ponad rok. A kandydaci na prezydenta o swoich kandydatach jakoś nie wspominają. Trochę to niepokoi.
Niespecjalnie uspokaja to, że kandydat, który patrzy na mnie na stacjach metra współczującym wzrokiem, świetnie współgrającym z mocną opalenizną (gdyby ktoś miał wątpliwości, o którym kandydacie mowa - to jest ten, który wysyła mi ciągle e-maile na darmową skrzynkę w jednym z serwisów z apelami, żebym na niego zagłosował) z pewnością widziałby na Świętokrzyskiej kogoś innego niż widzi w tej chwili. Sugestię odejścia prezesa powtarzał na długo zanim prezes stał się prezesem. I zdanie o nim - tym opalonym z plakatu i e-maila - wszyscy mamy wyrobione.
Trzeba przyznać, że kandydat o największych szansach na zwycięstwo (oczywiście, tylko w chwili, gdy piszę ten tekst, bo zdarzało się już przecież w naszej historii, że pierwsi stawali się drugimi) zadeklarował, że obecny prezes NBP jest the best. I jak argumentował! "Wiem, że jeśli jest ktoś, komu Polacy powierzyliby swoje pieniądze, to jest nim właśnie Balcerowicz". Zupełnie jakby nie wiedział, że nie tylko Balcerowicz podpisywał banknoty, które ma w portfelu.