Reklama

Jakiego kandydata mają kandydaci?

Nie przypadkiem prezydent, który za chwilę skończy urzędowanie, o gospodarce miał do powiedzenia niewiele. Dużo mniej niż jego doradcy

Publikacja: 07.10.2005 08:40

Różnymi względami będą się kierować wyborcy, którzy pójdą w niedzielę do komisji, by wytypować swojego prezydenta. Dla jednych kluczowa będzie powierzchowność. Inni postawią na uczciwość. Jeszcze inni na szczere spojrzenie. Może dla kogoś ważna będzie gospodarka, a nawet finanse? Dla tych - nielicznych - zła wiadomość. Prezydent w gospodarce niewiele może. Można nawet odnieść wrażenie, że mniej od swoich doradców. Nie przypadkiem prezydent, który za chwilę skończy urzędowanie, o gospodarce miał do powiedzenia niewiele. Dużo mniej niż jego doradcy. Mimo że społeczni, więc te wypowiedzi były zawsze jakby nadobowiązkowe.

Prezydent niewiele może powiedzieć, ale i mało zrobić. Kto pamięta, żeby po którejś z licznych prezydenckich podróży okazało się, że polska firma sprzeda, kupi, zainwestuje itp.? Prawda, że niewiele tego było? Prezydent więcej może zrobić nierobieniem - ze szczególnym uwzględnieniem niepodpisywania ustaw.

Ale jest jedna rzecz, którą prezydent musi zrobić. I jest to wpływ trudny do przecenienia. Prezydent wyznacza. Kogo? Oczywiście - kandydata na prezesa NBP. I nowy prezydent, którego wybierzemy w niedzielę (albo w tę, albo za dwa tygodnie), z tym zadaniem będzie się musiał zmierzyć. Kadencja obecnego prezesa kończy się za niewiele ponad rok. A kandydaci na prezydenta o swoich kandydatach jakoś nie wspominają. Trochę to niepokoi.

Niespecjalnie uspokaja to, że kandydat, który patrzy na mnie na stacjach metra współczującym wzrokiem, świetnie współgrającym z mocną opalenizną (gdyby ktoś miał wątpliwości, o którym kandydacie mowa - to jest ten, który wysyła mi ciągle e-maile na darmową skrzynkę w jednym z serwisów z apelami, żebym na niego zagłosował) z pewnością widziałby na Świętokrzyskiej kogoś innego niż widzi w tej chwili. Sugestię odejścia prezesa powtarzał na długo zanim prezes stał się prezesem. I zdanie o nim - tym opalonym z plakatu i e-maila - wszyscy mamy wyrobione.

Trzeba przyznać, że kandydat o największych szansach na zwycięstwo (oczywiście, tylko w chwili, gdy piszę ten tekst, bo zdarzało się już przecież w naszej historii, że pierwsi stawali się drugimi) zadeklarował, że obecny prezes NBP jest the best. I jak argumentował! "Wiem, że jeśli jest ktoś, komu Polacy powierzyliby swoje pieniądze, to jest nim właśnie Balcerowicz". Zupełnie jakby nie wiedział, że nie tylko Balcerowicz podpisywał banknoty, które ma w portfelu.

Reklama
Reklama

Prawdziwy niepokój czuję na myśl o tym, że ten drugi z najpoważniejszych kandydatów o swoim wymarzonym prezesie nie mówi nic. A to właśnie od niego powinniśmy wymagać dużo więcej. Przecież chce zmienić konstytucję i dać prezesowi NBP i zarządowi, który prezes sam sobie dobiera, całą władzę nad stopami procentowymi. Władzę, którą teraz prezes musi się dzielić z nierzadko zupełnie obcymi sobie osobami. Czy kandydat chciałby, żeby bez takiej wiedzy ktoś na niego zagłosował i płakał potem, spłacając raty?

Jedno zdanie, czy Balcerowicz jest OK, czy jednak musi odejść, a jeśli tak, to kto musi przyjść na jego miejsce, powinno mieć spore znaczenie dla tej połowy wyborców, która ma rachunek bankowy. Nie zdziwiłbym się, gdyby decydowało, czy celem niedzielnego spaceru byłby lokal wyborczy, czy park. Bo że ludzie pójdą na spacer, to pewne - pogoda zapowiada się jak należy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama