Przez większość czasu uwaga inwestorów koncentrowała się na wydarzeniach na rynku ropy naftowej. Cena tego surowca ustanowiła na początku września nowy rekord - na londyńskiej giełdzie wyniosła ona on 67,7 USD za baryłkę. W całym III kwartale notowania podskoczyły o 7,9 USD, czyli 14,2%. To, jaki wpływ na poszczególne gospodarki i firmy ma drożejąca ropa, było jednym z motywów przewodnich notowań na rynkach akcji w ostatnich trzech miesiącach. Właśnie sytuacją na rynku ropy można w dużym stopniu tłumaczyć słabość wielu azjatyckich parkietów i siłę latynoamerykańskich.
Jednak uwagę zwracała też inna kwestia. Kolejny raz słabo zaprezentowała się amerykańska giełda. Gorzej od niej wypadło tylko siedem krajowych rynków. W II kwartale uplasowała się w połowie stawki, ale w pierwszych trzech miesiącach tego roku też była jedną z najsłabszych. W efekcie w klasyfikacji tegorocznej stopy zwrotu ciągnie się w szarym ogonie - uwzględniając zmianę wartości dolara do innych walut jest na 9. miejscu od końca, bez tego na 4. pozycji od końca. Sytuacja jest tym bardziej zastanawiająca, że w 2005 roku giełdom w USA sprzyja nad wyraz wiele czynników - gospodarka USA pozostaje motorem światowego wzrostu, dolar systematycznie się umacnia, rentowność długoterminowych obligacji (wyznaczająca poziom rynkowych stóp procentowych) pozostaje niska, zyski przedsiębiorstw rosną w znacznie szybszym tempie niż spodziewali się tego analitycy. Czy zatem u podłoża niechęci inwestorów do amerykańskich parkietów leżą jedynie obawy o przyszłość? Co taka dysproporcja między zachowaniem największego rynku akcji na świecie i pozostałych giełd może oznaczać z punktu widzenia rozwoju wypadków w następnych miesiącach?
Amerykańska lokomotywa
Według danych OECD, wzrost PKB tej grupy państw wyniósł w II kwartale 2,6%, w porównaniu z tym samym okresem 2004 r. Połowa z tego przypadła na Stany Zjednoczone, 0,2 pkt proc. na Japonię, na strefę euro 0,3 pkt proc., a pozostałe 0,8 pkt proc. na resztę krajów. Ta statystyka jest wymowna, bo pokazuje, że rozwój światowej gospodarki napędza wciąż tylko jeden silnik - amerykański. W dużym stopniu wspomagają go tylko Chiny, które nie należą do OECD.
Kontrast między zachowaniem giełd w USA i stanem tamtejszej gospodarki jest bardzo wyraźny. Powodów takiego stanu rzeczy może być kilka. Z jednej strony, amerykańska gospodarka rozwija się szybko, ale od pewnego czasu wykazuje oznaki przesilenia. Średnia rocznej zmiany produkcji z ostatnich 12 miesięcy ustanowiła szczyt na początku roku i od tego czasu stopniowo maleje. Gwałtownie pogorszyły się nastroje konsumentów, co rodzi obawy o przystopowanie konsumenckich wydatków i ograniczenie wpłat do funduszy inwestycyjnych. Wciąż silna sprzedaż detaliczna ton - oprócz coraz bardziej rozgrzanego rynku nieruchomości - kluczowy czynnik rozwoju. Ostrzeżeniem jest jednocześnie to, że 12-miesięczna średnia rocznej zmiany sprzedaży detalicznej przekroczyła 8%. Na tym poziomie były wyznaczane szczyty w 1995 r. i 2000 r. Następnie dynamika wzrostu zmniejszała się mniej więcej o połowę.