Najczęściej zadawanym pytaniem w ostatnich trzech dniach było - czy to już koniec hossy? Widząc 4-proc. i wyższe spadki niektórych spółek, wiele osób rzuciło się do sprzedawania akcji. Powstał samonapędzający się mechanizm, który pogłębił korektę. Ale przytłaczająca większość nadal ma zysk. Po czwartkowym silnym minusie przypuszczałem, że piątek na otwarciu przyniesie kolejną falę sprzedaży, po której nastąpi odbicie, a decydujące dla dalszego rozwoju wypadków będzie zamknięcie sesji. Dobra końcówka będzie świadczyć o zakończeniu tej fali.

I rzeczywiście. Indeks otworzył się na minusie. W pierwszych 30 minutach znalazł się nawet poniżej 2400 pkt. I tyle. Podaż się wyczerpała. Już o 11.00 wrócił do czwartkowego zamknięcia. Potem kilka martwych godzin o znikomym obrocie. Czy to normalne? Oczywiście! Po fazie paniki inwestorzy liżą rany. Od paniki do euforii nie przechodzi się od razu. Końcówka okazała się dobra. Nie pojawiła się kolejna fala podaży. Gdyby przyszła - to musiałaby to być już zagranica. Wtedy dalsze spadki byłyby prawdopodobne. Aczkolwiek linia trendu przebiega niżej, w okolicy 2370 pkt i dopiero jej przełamanie byłoby poważnym sygnałem odwrócenia.

Pytanie o koniec hossy jest pytaniem o to, czy pieniądze z zagranicy zmienią kierunek przepływu. Nie widzę na razie symptomów zmiany tego stanu. Mieliśmy bardzo zdrową dla rynku korektę.

Zauważyłem znaczne zmniejszenie liczby otwartych pozycji. W ciągu tych dwóch sesji LOP spadł z 36 tys. do 30 tys. Zauważmy, że tak wysoki LOP był historycznym rekordem. LOP oznacza napięcie. Rosło ono do czasu wyładowania. Niedźwiedziom udało się przeciągnąć linę na swoją stronę. A że napięcie było duże, to ruch był spory i gwałtowny. Spadek LOP to koniec tego ruchu.