Wartość podaży pieniądza była w końcu września o 12,1% większa niż przed rokiem - taka jest przeciętna prognoz ekonomistów bankowych, ankietowanych przez PARKIET. NBP opublikuje dane w piątek. Jeśli przewidywania analityków okażą się prawdą, to wrzesień był siódmym z rzędu miesiącem, w którym podaż pieniądza rosła w tempie dwucyfrowym. Czy nie grozi to wzrostem inflacji?
Efekt zdartych zelówek
- Przy obecnej niskiej inflacji i niskich stopach procentowych zmienia się struktura oszczędności. Rośnie dynamika gotówki w obiegu, a w depozytach osób prywatnych zwiększa się udział depozytów bieżących. Widać, że ludzie chcą uniknąć tzw. efektu zdartych zelówek i mieć pieniądze pod ręką, czy to w postaci gotówki, czy środków na kontach osobistych - wyjaśnił Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.
Według niego, ryzyko wzrostu inflacji z powodu przyrostu podaży pieniądza nie jest duże. - Przy dynamicznym przyroście płynnych aktywów sprzedaż detaliczna rosła dotąd w umiarkowanym tempie. Znaczące jest również to, że źródłem przyrostu kredytów są w zdecydowanej większości kredyty mieszkaniowe. Te zaś finansują inwestycje, a nie konsumpcję - zwrócił uwagę specjalista BM. - Pewnym wytłumaczeniem jest również wysokie bezrobocie, które nawet przy szybkim przyroście pieniądza w obiegu hamuje popyt na kredyt i dynamikę konsumpcji - dodał Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WBK.
- Wysoki wzrost podaży nie pozostaje bez znaczenia dla presji inflacyjnej, tyle że w dłuższym okresie - powiedział P. Bielski. Zwrócił uwagę, że dynamika pieniądza w obiegu od dłuższego czasu wyprzedza nominalną dynamikę PKB. Zdaniem Bielskiego, jest to jeden z sygnałów zapowiadających przyspieszenie konsumpcji w kolejnych kwartałach. - Potwierdzenie, że popyt konsumpcyjny przyspieszył, powinny przynieść już dane za III kw. - ocenił Bielski.