W sektorze naftowym Europy Środkowej liczą się w tej chwili trzy koncerny: PKN Orlen, węgierski MOL i właśnie OMV, największy z trójki. To głównie za ich przyczyną branża w regionie się konsoliduje. Np. Austriacy wygrali ostatnio z Orlenem starcie o przejęcie stacji Arala w Czechach od brytyjskiego BP.
Dla OMV kluczowe znaczenie w planach rozwoju ma sfinalizowane w grudniu ub.r. przejęcie rumuńskiego Petromu za 1,5 mld euro, które było dla firmy największą tego typu transakcją w historii. Dzięki niej produkcja ropy przez grupę OMV skoczyła ze 126 do 340 tys. baryłek na dobę.
Prezes Ruttenstorfer zapowiada, że przed 2010 r. produkcja zwiększy się jeszcze bardziej - do 500 tys. baryłek dziennie, czyli o 47%. Możliwości przerobowe surowca mają w tym samym czasie wzrosnąć o 500 tys. baryłek na dobę, co oznaczałoby, że się podwoją.
Ruttenstorfer przyznaje, że to bardzo ambitne zamierzenia, a chce je zrealizować poprzez kolejne przejęcia. Ostatnio Austriacy starali się o kupno tureckiej rafinerii Tupras, jednak odpadli z przetargu (podobnie jak Orlen). - Mimo to nadal koncentrujemy się na rozwijającej się części Europy. To region ustabilizowany politycznie, gdzie popyt na paliwa cały czas się zwiększa - stwierdził Ruttenstorfer podczas zorganizowanej wczoraj w Bukareszcie prezentacji dla analityków.
Przez ostatnie dwanaście miesięcy, gdy ceny ropy poszły w górę o połowę, kurs akcji OMV wzrósł o ponad 130%. Firma zdystansowała 17 innych spółek naftowych, ujętych w indeksie Dow Jones Stoxx 600 Oil & Gas (a także nieuwzględnione w nim MOL i Orlen), który zyskał w tym czasie 26%. Wczoraj za papiery OMV płacono po 47,21 euro, o 1,5% więcej niż we wtorek.