Reklama

Polepszyć komunikację z rynkiem

Publikacja: 18.10.2005 08:29

RPP opublikowała "Założenia polityki pieniężnej na 2006 rok", które razem z wrześniową decyzją o utrzymaniu stóp bez zmian i towarzyszącym temu komunikatem, wywołały korektę na rynku długu. Przekaz medialny dotyczący głównych tez tych dokumentów był następujący. Dla Rady kluczowe znaczenie mają i mogą mieć w przyszłości sygnały, które mogą świadczyć o wystąpieniu tzw. efektów drugiej rundy. Ponieważ wyższe ceny ropy mogą przełożyć się na wzrost oczekiwań inflacyjnych, a w ślad za tym idą wyższe płace i negocjacje płacowe, Rada może reagować w podobny sposób jak to miało miejsce w ubiegłym roku (podwyżki stóp).

O ile nie mam wątpliwości, że gdyby efekty drugiej rundy faktycznie się pojawiły i zaostrzenie polityki pieniężnej byłoby niezbędne, to jednak najważniejszą kwestią jest nie to, czy Rada w hipotetycznej sytuacji nagłego zagrożenia inflacyjnego zareaguje w prawidłowy sposób (jakby nie było, mandat ją do tego zobowiązuje), ale to, czy Rada spodziewa się właśnie takiego rozwoju sytuacji. Zarówno komunikat, "Założenia..." jak i sierpniowy raport o inflacji pokazały, że nie jest to zbyt prawdopodobne z powodu wielu czynników: niskiego wzrostu płac, wysokiego wzrostu produktywności, zmian strukturalnych na poziomie mikro, zachodzących w polskich przedsiębiorstwach, które w połączeniu z wysoką konkurencją międzynarodową ograniczają wpływ wysokich cen surowców na ceny innych towarów. Najlepszym dowodem na to, że Rada postrzega prawdopodobieństwo wystąpienia scenariusza istotnych efektów drugiej rundy jako umiarkowane jest fakt, że w sierpniu zostało utrzymane łagodne nastawienie w polityce pieniężnej, które oznacza, że RPP nadal ocenia prawdopodobieństwo tego, że inflacja będzie poniżej celu (2,5%) jako znacznie wyższe od tego, że wzrośnie powyżej celu.

Można więc powiedzieć, że na szczęście Rada wciąż używała w sierpniu nastawienia w polityce pieniężnej jako sposobu komunikacji z rynkiem, bo gdyby nie łagodne nastawienie, przekaz po ostatniej decyzji mógłby być kompletnie mylący. Komunikat Rady po posiedzeniu dał bowiem bardzo niewiele wskazówek, jeśli chodzi o dalsze decyzje polityki pieniężnej i pozostaje mieć nadzieję, że gdy nastawienie nie będzie już obowiązywać (od początku przyszłego roku), komunikacja banku centralnego z rynkami finansowymi znacząco się polepszy.

Warto przypomnieć, że wyniki niedawnej ankiety Reutera wśród zagranicznych uczestników rynku finansowego dotyczącej jakości komunikacji banków centralnych w naszym regionie, nie były zbyt optymistyczne. NBP otrzymał 6 punktów na 10 możliwych. Czeski bank centralny uzyskał aż 8 punktów, a Narodowy Bank Węgier dostał 7 punktów.

Pozostaje mieć nadzieję, że Rada dotrzyma obietnicy, ponieważ w "Założeniach..." napisano, że "dołoży należytej staranności w dążeniu do przejrzystości i jednoznaczności tych instrumentów [raporty o inflacji, komunikaty i konferencje prasowe po posiedzeniach]". Prowadząc politykę pieniężną RPP nadal będzie brać pod uwagę projekcje inflacji (i oczekiwane odchylenia przyszłej inflacji od projekcji), a także bilans czynników ryzyka, które wpływają na prawdopodobieństwo spadku inflacji poniżej lub wzrostu powyżej celu. Miejmy nadzieję, że bilans czynników ryzyka będzie szczegółowo i w czytelny sposób omawiany w każdym komunikacie po posiedzeniu RPP. Już w styczniu będziemy mogli przekonać się, czy wysiłki banku centralnego na drodze do poprawy komunikacji z otoczeniem przyniosą pożądany efekt. Tak więc, rezygnacja z nastawienia wcale nie oznacza, że Rada będzie gorzej komunikować się z rynkami w przyszłości, ale nowa sytuacja wymagać będzie bardzo dużej dyscypliny i polepszenia jakości comiesięcznych komunikatów RPP.

Reklama
Reklama

Dodatkowym fragmentem "Założeń...", który mógł zostać nieprawidłowo zinterpretowany przez niektórych uczestników rynku, a z pewnością znalazł swoje odbicie w mediach, była wzmianka o interwencjach walutowych. O ile w "Założeniach polityki pieniężnej na 2005 rok" Rada nie wspomniała o interwencjach walutowych, o tyle tym razem napisano, że aktywność banku centralnego na rynku nie może zostać wykluczona w sytuacji takich zmian kursu złotego, które uniemożliwiałyby stabilizację inflacji. Wydaje mi się jednak, że pojawienie się fragmentu na temat interwencji w tym roku nie jest niczym nadzwyczajnym (raczej brak tego tematu w dokumencie zeszłorocznym powinien być zaskakujący), gdyż każdy bank centralny dopuszcza możliwość interwencji przy reżimie kursu płynnego w wypadku zaistnienia pewnych okoliczności.

Co ciekawe jednak, w ostatnim czasie mamy do czynienia ze swego rodzaju interwencjami walutowymi dokonywanymi przez Ministerstwo Finansów, które ogłosiło wymianę walut, pochodzących z emisji euroobligacji, na rynku. Trudno jest zrozumieć, dlaczego pod koniec kadencji minister finansów utrzymuje sztucznie kurs złotego na mocnym poziomie, a co więcej zapowiada podobne transakcje w przyszłości. Przyszłości notabene dość odległej, kiedy na stanowisku ministra finansów będzie zasiadała inna osoba. Zresztą strategia zarządzania długiem publicznym spotkała się już z reakcją wiceprezesa banku centralnego, Jerzego Pruskiego, który skrytykował plany zwiększonych emisji długu na rynkach międzynarodowych. Nowy minister, oczywiście, może zmienić tę strategię, podobnie zresztą jak inne elementy polityki wpływającej na kurs walutowy. Jeśli przypomnimy sobie niedawne wypowiedzi kandydata na premiera, że odpowiedni kurs złotego to 4,1-4,3 za euro, to można zadać pytanie, czy nowy minister zamiast sprzedawać waluty, będzie je na rynku kupował.

Autor to główny ekonomista BZ WBK

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama