Początek poniedziałkowej sesji sprawiał wrażenie, że kupujący odzyskują siły. Pomimo wyraźnego spadku złotego, który sugerował rozczarowanie wynikiem wyborów prezydenckich, na giełdzie nie pojawiła się większa podaż. Jednak już koło południa było widać, że nie jest to "poważny" atak. Popyt skupiał się głównie na dwóch spółkach - TP, która najwięcej traciła w poprzednich tygodniach, i KGHM, który dzięki cenom miedzi utrzymującym się w pobliżu 4 tys. USD za tonę jest nadal bardzo dobrze postrzegany. Od południa sprzedający zaczęli być coraz bardziej widoczni i spychali w dół notowania, szczególnie PKO BP i PKN. Ostatecznie dzień zakończył się 0,7-proc. wzrostem, który był wyrazem słabości rynku.
Warszawska giełda zachowała się w poniedziałek prawie dokładnie tak samo jak węgierska. To dowodzi, że kwestie polityczne - przynajmniej dopóty, dopóki niezagrożo-
ne pozostaje powstanie koalicji PiS-PO - nie mają dla inwestorów większego znaczenia. Karty są już rozdane, gdyż znane są nazwiska osób, które prawdopodobnie zostaną ministrami resortów gospodarczych, w tym roku nie zostaną już podjęte żadne ważne decyzje ekonomiczne (może poza waloryzacją progów podatkowych), a udział PO w rządzie przynajmniej na razie będzie postrzegany jako gwarancja, że żadne nieodpowiedzialne pomysły nie zostaną wdrożone w życie.
W takiej sytuacji bieg wypadków na warszawskiej giełdzie będzie zapewne dalej zależał od czynników zewnętrznych. Tu nowym elementem może być wskazanie przez prezydenta Busha następcy A. Greenspana. Bez względu na to, kto nim będzie, może to wywołać obawy o przyszłą politykę monetarną w USA. I mniej chodzi o to, czy będzie ona bardziej czy mniej restrykcyjna od prowadzonej przez Greenspana, ale czy wzbudzi takie samo zaufanie rynków. Jednym z powodów, dla których rentowność długoterminowych, obligacji w Stanach Zjednoczonych w niewielkim stopniu reaguje na podwyżki stóp procentowych jest wiara inwestorów, że Fed pod kierownictwem Greenspana ma środki i zdolność utrzymywania inflacji i oczekiwań inflacyjnych pod kontrolą.