W ocenie ekonomistów z IBnGR, tempo wzrostu inwestycji w tym roku wyniesie tylko 5%, a nie 8%, jak przewidywali trzy miesiące temu. Zrewidowali też prognozy kwartalne: dynamikę w III kwartale szacują na poziomie tylko 5,3%. W lipcu liczyli jeszcze na wzrost 2-cyfrowy. Zauważają poprawę w inwestycjach z kwartału na kwartał, ale podkreślają jednocześnie, że osiągnięcie w tym roku tempa wzrostu na poziomie 10-15% jest praktycznie niemożliwe. "Taki poziom należy uznać za minimum potrzeb polskiej gospodarki" - czytamy w raporcie IBnGR. Jego autorzy ciągle liczą jednak na poprawę sytuacji w 2006 i 2007 r., pokładając duże nadzieje w stymulującym działaniu pieniędzy unijnych.
Ich zdaniem, PKB wzrośnie w tym roku o 3,3%, przy czym w IV kwartale gospodarka wyraźnie przyspieszy (do 4,7%). Będzie to jednak efekt czynników statystycznych: w IV kwartale 2004 r. gospodarka rozwijała się już znacznie wolniej niż w pierwszych dwóch kwartałach, gdy miało miejsce ożywienie "akcesyjne".
W ujęciu sektorowym, największy wpływ na tworzenie PKB będzie mieć w tym roku budownictwo, na drugim miejscu będzie przemysł, a na trzecim usługi rynkowe - twierdzą eksperci z IBnGR. W przyszłym roku sytuacja się odwróci: przemysł będzie liderem, a budownictwo przesunie się na drugą pozycję.
Ekonomiści z IBnGR szacują, że w przyszłym roku gospodarka będzie rozwijać się w tempie 4,5%, a w następnym roku przyspieszy do 5%. Nie widzą ponadto zagrożenia wzrostem inflacji w najbliższych dwóch latach. Bezrobocie będzie, ich zdaniem, spadać, ale powoli (16,8% na koniec 2006 r.). Nie jest natomiast możliwe, aby spadło do 10% w najbliższych trzech-czterech latach, jak zakładał PiS. "Na przeszkodzie stoją czynniki instytucjonalne - niekorzystne regulacje prawa pracy, silne związki zawodowe, a także (...) brak możliwości absorpcji przez gospodarkę tak dużego zasobu siły roboczej w tak krótkim czasie" - brzmi raport.