Szef GINB zwrócił uwagę na fakt, że banki - szczególnie duże, które finansują działalność kredytową dzięki tanim depozytom - nie mają problemów z płynnością. Kolejnym powodem, dla którego sekurytyzacja w Polsce jest wciąż w powijakach, jest brak presji ze strony wymogów kapitałowych. Banki mają wysokie współczynniki wypłacalności, co oznacza, że mogą bezpiecznie zwiększać akcję kredytową bez podnoszenia kapitału.
Dopiero wtedy, gdy nadpłynność sektora bankowego zniknie, a jednocześnie wyczerpią się możliwości powiększania aktywów bez szukania dodatkowych kapitałów, można liczyć na wzrost aktywności banków w zakresie sekurytyzacji. W grę wchodzi sekurytyzowanie portfeli kredytów zagrożonych, a także kredytów detalicznych i mieszkaniowych. Jak zauważył szef nadzoru bankowego, na razie sekurytyzacja dotyczy kredytów zagrożonych. - Jest to związane z efektywnością prowadzenia windykacji. Chodzi o odciążenie własnych pionów zajmujących się tą działalnością - stwierdził Kwaśniak na seminarium dotyczącym obrotu wierzytelnościami.
Według niego, wartość należności straconych w krajowych bankach wynosi prawie 23 mld zł. To ok. 70% całej kwoty należności zagrożonych. Banki spisały poza bilans w pełni pokryte rezerwami stracone kredyty (o wartości 3,5 mld zł). Jak zauważył W. Kwaśniak, połowa należności zagrożonych, które są obecnie w portfelach banków, powstała przed 2001 r. Należności zagrożone stanowią 12% portfela kredytowego banków.
Seminarium zostało zorganizowane przez Gdańską Akademię Bankową. PARKIET sprawował patronat medialny.