Wczorajszy dzień zdominowały wydarzenia polityczne. Jeszcze przed sesją przypuszczałem, że będziemy świadkami nudnych notowań, które byłyby przejawem braku reakcji na kontynuację rozmów koalicyjnych. Okazało się jednak, że polityka zawładnęła umysłami inwestorów. Po południu okazało się, że koalicja była powiązana zbyt słabymi nićmi i zaczyna się poważnie pruć. To zaowocowało spadkiem cen. Apogeum pesymizmu zostało osiągnięte, gdy na marszałka sejmu został wybrany Marek Jurek, co można było uznać za unieważnienie porozumienia PiS-PO.

Tąpnięcie cen było znaczne. Warto zauważyć, że jeszcze przed południem wyznaczone zostało maksimum sesji na poziomie 2354 pkt. Po ponad dwóch godzinach ceny zleciały do 2266 pkt. Ten spadek był na tyle mocny, że poważnie naruszył wsparcia, jakim były ostatnio wykreślone luki hossy na wykresach indeksu i kontraktów. Luki te zostały właściwie przymknięte, ale podaży, mimo sprzyjających warunków, nie udało się utrzymać cen tak nisko. Można więc stwierdzić, że wsparcie zadziałało i spełniło swoje zadanie. Spadek został zatrzymany. W końcówce nastroje się nieco poprawiły. Na tyle, by ceny trochę wzrosły. Pomogła w tym zapewne konferencja PO, gdzie nie zamknięto definitywnie możliwości koalicji PiS-PO.

Co dalej? Myślę, że wiele będzie zależeć od faktu obrony wsparcia. To na razie się obroniło, a więc popyt jeszcze ma przewagę. Sytuacja mogłaby się zmienić, gdyby luki hossy definitywnie zostały zamknięte, bo wtedy ceny prawdopodobnie szybko zjechałyby pod poziom dołka z ubiegłej środy. Rynek sam w sobie jest trudny do oceny, ale gdy rządzą nim impulsy ze sceny politycznej, robi się zupełnie nieczytelny. Patrząc tylko na wykresy, widać rozciągniętą bazę, a to raczej sprzyja zwyżce.