Polityka zdominowała ubiegły tydzień na warszawskiej giełdzie. Po raz kolejny nasi posłowie starają się doprowadzić do głębszej korekty warszawskich indeksów. Sądząc po ich ostatnich wypowiedziach - uda im się!

Konsekwencje powstania rządu mniejszościowego popieranego przez Samoobronę i LPR są trudne do przewidzenia, niemniej jednak fiasko rozmów o koalicji POPiS daje bardzo duże szanse na spadek WIG20 co najmniej w rejony 2150 pkt. Jeszcze do niedawna mało realny scenariusz głębokiego spadku indeksów stał się teraz bardzo prawdopodobny. Jak głęboko spadną indeksy i czy w ogóle jeszcze spadną, zależy wyłącznie od inwestorów zagranicznych. To, że nasze fundusze chcą utrzymać obecne poziomy, jest niemal pewne. Ich determinację było widać przez cały tydzień, kiedy na koniec dnia wyciągane do góry były ceny akcji.

Z pewnością ostatnio nie kupowała zagranica (wystarczy popatrzyć na zachowanie obligacji i złotego) ani przestraszona drobnica. Problem jednak polega na tym, że sesje ubiegłego tygodnia przebiegały w taki sposób, jak podczas regularnej bessy. Wyciąganie kursów na koniec dnia i sprawianie wrażenia, że taniej już nie będzie, przypomina mi czasy, kiedy na giełdzie sesje kończyły się z nadwyżkami kupna, a na następnej sesji i tak było taniej. Obraz rynku jest co najmniej mizerny.

Krótszy niż zwykle bieżący tydzień powinien częściowo dać nam odpowiedź na pytanie - co dalej? Do zarządzających zachodnich funduszów trafią pierwsze raporty oceniające zaistniałą sytuację i ewentualny jej wpływ na rozwój gospodarki Polski. Na razie agencja Standard & Poor?s nie zmieniła ratingu dla Polski, ale ona cały czas żyje złudzeniami, że PiS i PO się dogadają, a tworzenie koalicji jedynie przeciąga się w czasie. Głębsze reformy w przypadku, gdyby PiS sam rządził, są mało prawdopodobne, co więc zrobi S&P?

Wydaje mi się, że nawet jeśli zarządzający z zagranicy uznają, że trzeba skrócić pozycje w Polsce, to spadek będzie krótkotrwały. Jeżeli założymy, że partia rządząca nie jest w stanie "położyć" naszej gospodarki, to powrót do wzrostu jest kwestią czasu.