Po wtorkowej publikacji dziennika "Wiedomosti" na posiadaczy akcji spółek Rosnieftu padł blady strach. Gazeta przytoczyła wycenę 12 przedsiębiorstw, opracowaną przez moskiewskie biuro firmy Deloitte & Touche, z której wynika, że niektóre są warte nawet dziesięć razy mniej od bieżącej wyceny giełdowej. Kurs jednej z takich firm - Stawropolnieftu, spadł o 23%, innej - Komsomolska, zjechał o 17%.
Rosnieft poinformował wczoraj, że na 9 listopada wyznaczył termin walnego zgromadzenia akcjonariuszy, które zdecyduje o realizacji planów wykupu mniejszościowych udziałowców spółek zależnych i cenie, jaka zostanie im zaproponowana. Wcześniej nie zostaną ujawnione żadne szczegóły.
Analitycy są pełni obaw. - Mamy nadzieję, że przecieki o wycenie się nie potwierdzą - mówi Eric Kraus z Sovlink Securities w Moskwie. - Jeśli tak się stanie, to będziemy mieć do czynienia z usankcjonowanym przez rząd ograbieniem drobnych akcjonariuszy, jakiego nie obserwowaliśmy od końca lat 90.
Największą firmą spośród dwunastu, które Rosnieft chce skonsolidować, jest Jugansknieftiegaz. Do grudnia firma należała do Jukosu, ale rosyjskie władze odebrały mu 77% udziałów na poczet zaległych podatków i wystawiły je na licytację. Akcje trafiły do Rosnieftu za 9,3 mld USD. Teraz Rosnieft chce zdobyć także pozostałe 23%, a Jukosowi najprawdopodobniej zaoferuje w zamian własne papiery.
Ocenia się, że Rosnieft będzie chciał zebrać z oferty publicznej co najmniej 7,5 mld USD, potrzebnych do spłacenia pożyczki na zakup udziałów w Gazpromie. Oferta naftowego koncernu może więc znaleźć się w gronie 10 największych debiutów w historii światowego rynku kapitałowego. Analitycy ostrzegają jednak, że jej powodzenie zależy od inwestorów zagranicznych, a ci mogą się wystraszyć, jeśli Rosnieft będzie przymuszać drobnych udziałowców swoich spółek do sprzedawania akcji po cenach niższych od rynkowych.