Poza tym zagraniczne firmy nie mogą mieć więcej niż 25% udziałów w chińskich bankach. Celem tych ograniczeń jest "samoobrona finansowej stabilizacji i zapobieżenie zagranicznej dominacji w chińskiej bankowości" - powiedział wczoraj w Pekinie Tang Shuangning, wiceprzewodniczący Chińskiej Komisji Nadzoru Bankowego.

Chiny potrzebują zagranicznego kapitału i doświadczenia do wzmocnienia swojej bankowości przed otwarciem tamtejszego rynku na zewnętrzną konkurencję, co, według zapewnień rządu, ma nastąpić do końca przyszłego roku. Wtedy zagraniczne spółki zyskają dostęp do oszczędności Chińczyków (szacuje się je na 1,7 bln juanów).

Zasady ujawnione wczoraj przez Tanga w praktyce obowiązywały od dawna, gdyż nikt tam nie ukrywał, że tylko inwestorzy strategiczni mogą dostarczyć tamtejszym bankom know-how i usprawnić zarządzanie nimi. Na pewno nie można tego oczekiwać od krótkoterminowych inwestorów, takich jak fundusze akcyjne.

Według definicji chińskiego rządu, zagraniczny inwestor strategiczny to ten, który kupuje więcej niż 5% kapitału. To daje mu prawo do reprezentacji w zarządzie. Łącznie 18 zagranicznych instytucji finansowych ma takie udziały w 16 chińskich bankach.

Bloomberg