Sytuacja na rynkach zagranicznych już od kilku tygodni jest niejednoznaczna. Na giełdach za oceanem można podejrzewać odwrócenie tendencji na wzrostową, ale zarazem nie pojawiły się jeszcze jednoznaczne sygnały potwierdzające ten scenariusz. Z kolei na rynkach środkowoeuropejskich trwa obecnie krótkoterminowa korekta wzrostowa, po której powinny powrócić spadki. Sygnałów sprzedaży na razie jednak brak, a kolejne sesje przynoszą dalsze wzrost.

Na amerykańskich giełdach sytuacja staje się coraz trudniejsza. Już od kilku tygodni rynek nie jest w stanie zdecydować się bądź na kontynuację spadków, bądź na odwrócenie tendencji na wzrostową. Choć początek bieżącego tygodnia przyniósł przełamanie ostatniego lokalnego maksimum i teoretycznie można mówić o powrocie wzrostu, to jednak z pewnością należy do tego sygnału podchodzić ostrożnie. Jak pokazały ostatnie tygodnie, rynek charakteryzuje się obecnie dużą zmiennością, a inwestorzy nie do końca wiedzą, czy już mają kupować, czy też jeszcze sprzedawać. Na wykresie indeksu rysuje się, rozszerzający się trójkąt, a z punktu widzenia teorii fal cały ostatni ruch można interpretować jako złożoną korektę. W związku z powyższym, choć teoretycznie miało miejsce odwrócenie trendu, to jednak osobiście nadal pozostałbym poza rynkiem, czekając na wyklarowanie sytuacji.

Podobnie jak na giełdach za oceanem, tak i sytuacja na rynkach środkowoeuropejskich nie jest do końca jasna. Przez ostatnie dwa tygodnie główne indeksy regionu zwyżkowały lub konsolidowały się, po silnych spadkach rozpoczętych na początku października. Wydaje się, że rynki są w obecnej chwili mniej więcej w połowie średnioterminowego ruchu spadkowego i kolejne tygodnie powinny przynieść nasilenie podaży. Jak jednak pokazały ostatnie sesje, na razie indeksy silnie zwyżkują. I choć trudno obecnie ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że wzrost ma jedynie korekcyjny charakter i wkrótce na rynek ponownie powrócą spadki, to jednak ryzyko inwestycyjne wydaje się obecnie zbyt duże, by zajmować długie pozycje.