Zgodnie z zapowiedziami premiera Kazimierza Marcinkiewicza, jego gabinet złoży autopoprawkę do budżetu na 2006 r., w której deficyt budżetowy zostanie ograniczony do 30 mld zł (według wcześniejszych zapowiedzi PiS, dochody państwa w przyszłym roku miałyby wynieść 191,7 mld zł, a wydatki - 221,7 mld zł). Okazuje się, że Teresa Lubińska, nowy minister finansów, chciałaby większego deficytu.
- To jest moja osobista prośba, aby deficyt był nieco większy i wynosił ok. 31-32 mld zł - powiedziała wczoraj. - Chciałabym większych wydatków na edukację i wysokie technologie. Ale pan premier chce, aby było to 30 mld zł - dodała.
Stały deficyt w wysokości 30 mld zł przez całe cztery lata rządów premiera Marcinkiewicza ma być kotwicą, która umożliwi obniżenie stosunku długu i deficytu do PKB. Był to jeden z punktów programu naprawy finansów publicznych.
Nowa minister nie zamierza zaś zmieniać zbyt mocno strategii zarządzania długiem, przygotowanej przez swojego poprzednika Mirosława Gronickiego. Zakładała ona zwiększenie emisji zagranicznych oraz wymianę uzyskanych walut na rynku. Te założenia nie spodobały się ani Radzie Polityki Pieniężnej, która wolałaby, aby resort finansów nie wpływał na kurs złotego, ani PiS. Ekspert Prawa i Sprawiedliwości Cezary Mech wręcz zapowiadał koniec emisji polskiego długu za granicą.
- Wydaje mi się, że jest małe pole manewru, jeśli chodzi o zmianę strategii zarządzania długiem publicznym. Ale szczegóły będę znać dopiero w grudniu - stwierdziła Lubińska. Stwierdziła tylko, że MF nie będzie się wypowiadać na temat kursu złotego - od jego ustalania jest rynek.