Wzrost indeksu o 0,65% nie pociągnął za sobą kontraktów terminowych. Mało tego - grudniowa seria zakończyła sesję spadkiem o 0,4%. Jest to o tyle dziwne, że indeks zamykając się na poziomie 2468 pkt, pokonał tym samym opór z 11 października.. Dziwne, jeśli nie spojrzeć z dłuższej perspektywy.

Otóż główna linia kilkumiesięcznego trendu wzrostowego, którą indeks gwałtownie przełamał 13 października, nadal pozostaje niepokonana - aktualnie na poziomie około 2470 pkt. W piątek WIG20 doszedł w jej okolice. Pesymizm futures wynika z niewiary w przełamanie tego oporu. Ujemna baza kontraktów w czwartek wynosiła jeszcze około 20 pkt, a teraz już 40 pkt. Czyli wracamy do normalności, o ile normalną można nazwać tak dużą, ujemną bazę. Przy płaskiej sesji wzrósł LOP, co oznacza narastanie napięcia.

Wyniki spółek już wkrótce, a pierwsze raporty, podawane przez mniejsze firmy nie napawają optymizmem. Słabo zachował się DAX. Do tego złe wieści ze strony PGNiG, które były szeroko komentowane w mediach. Ze świata polityki nie dochodzą krzepiące informacje. Te czynniki też mogły mieć przełożenie na nastroje inwestorów.

Ale co dalej? Kluczową sprawą jest przełamanie przez indeks oporu na 2470-80. Osobiście też w to nie wierzę, ale na wierze nie wolno opierać swoich inwestycji. Wybicie indeksu ponad tę linię, o ile nie okaże się pułapką, będzie oznaczać wzrost do 2550 pkt. Przekroczenie oporu przy małym wolumenie będzie sporą zagadką. Zauważmy, że piątkowy obrót był niski - dla "dwudziestki" - 460 mln. A jeśli nie przebije? Będziemy mieli cofnięcie do 2400 lub 2360 pkt.

Gdzie ta podaż z zagranicy? Gdzie ten strach przed niepostępowym rządem? Nie ma. A może to tylko pozory?