- W sytuacji niskiego wzrostu gospodarczego powinno się postępować z rozwagą - stwierdził wczoraj austriacki minister finansów Karl-Heinz Grasser. - Nikt nie powinien podejmować pochopnych decyzji w polityce monetarnej - powiedział jeszcze w poniedziałek wieczorem premier i minister finansów Luksemburga Jean-Claude Juncker. To reakcja na poniedziałkowe wypowiedzi szefa EBC Jeana-Claude Tricheta. Stwierdził on, że EBC może podnieść stopy w każdej chwili, by przeciwdziałać inflacji. Mogą ją wywołać wysokie ceny energii.

Naciski ministrów finansów, by bank centralny strefy euro pozostawił stopy na dotychczasowym, najniższym w historii poziomie, i wspomógł w ten sposób gospodarkę, nie służą europejskiej walucie. Wczoraj za euro płacono przez moment już tylko 1,1710 USD, czyli najmniej od listopada 2003 r. Później waluta lekko się wzmocniła, jednak nadal była prawie o cent tańsza niż w poniedziałek.

Przecenę euro do pozostałych głównych walut, m.in. do jena, część analityków przypisuje też eskalacji zamieszek antyrządowych we Francji. - Rozruchy we Francji negatywnie wpłynęły na zaufanie do Europy - mówił wczoraj Paul Mackel, strateg walutowy z oddziału ABN Amro w Londynie. Zdaniem Andreasa Hahnera z Dresdner Kleinwort Wasserstein we Frankfurcie, część inwestorów mogła wykorzystać francuskie rozruchy jako pretekst do pozbywania się euro. - W poniedziałek rozpoczął się sezon polowania na euro. Rynek chce sprawdzić, jak mocno waluta może spaść - powiedział Hahner. Eksperci podkreślają, że po przekroczeniu ważnego oporu z maja 2004 r. kurs euro ma wszelkie podstawy, by dalej iść w dół.

Po zeszłotygodniowej podwyżce oprocentowania za Atlantykiem różnica między podstawową stopą w Stanach i strefie euro wynosi już 2 pkt proc. (4% wobec 2%). Perspektywa dalszych podwyżek w USA sprawia zaś, że inwestorzy z coraz większą chęcią pozbywają się euro i kupują aktywa denominowane w dolarach. W Stanach przez ostatnie półtora roku stopy wzrosły już dwunastokrotnie. W strefie euro, która rozwija się ponad dwukrotnie wolniej, stopy stoją w miejscu od prawie 2,5 roku. Ich ewentualna podwyżka na jednym z najbliższych posiedzeń EBC byłaby pierwszą od pięciu lat.

Bloomberg