Wniosek złożyło jedenastu posiadaczy tzw. miejsc na giełdzie (dają prawo własności i pozwalają na bezpośredni handel na parkiecie; jest ich 1366), na czele z Williamem Higginsem. Chcą, żeby sąd przesunął wyznaczone na 6 grudnia głosowanie właścicieli giełdy nad jej połączeniem z Archipelago o 30 dni. Poprosili też sędziego stanowego sądu najwyższego Charlesa Ramosa o powołanie komisji, która w międzyczasie zbadałaby warunki fuzji.

Zbuntowani udziałowcy twierdzą, że na umowie z chicagowską platformą handlu elektronicznego najwięcej zyskają właśnie jej akcjonariusze, a stracą członkowie NYSE. Twierdzą też, że szef giełdy w Nowym Jorku John Thain doprowadził do konfliktu interesów, ponieważ pozwolił, by doradcą dla obu stron w rozmowach nad fuzją był ten sam bank inwestycyjny - Goldman Sachs. Nie dość, że Thain był wcześniej jednym z jego dyrektorów, to Goldman ma też sporą część miejsc na NYSE i jest akcjonariuszem Archipelago.

Giełda nowojorska postara się oddalić złożony wczoraj wniosek. "Kilku członków podjęło kroki, by uniemożliwić ogromnej większości udziałowców NYSE głosowanie nad fuzją. To działanie wbrew zasadom demokracji wśród akcjonariuszy" - oświadczyła NYSE.

AP