Szef rządu spotkał się wczoraj z Radą Przedsiębiorczości, aby wyjaśnić wątpliwości co do programu gospodarczego. Pytany był o to, skąd weźmie środki na obiecane w exposé wydatki. - Ta rozmowa nas uspokoiła. Program ma szansę realizacji - stwierdził po spotkaniu Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club, przewodniczący obecnie Radzie. - Nasze wyliczenia, że reformy PiS będą kosztować budżet 14-16 mld zł, poczynione były na wyrost - przyznał.
K. Marcinkiewicz zapewnił, że koszt reform zapowiadanych przez rząd "niewiele przekracza 1 mld zł". W tej sumie zawierają się m.in. wydatki związane z dłuższymi urlopami macierzyńskimi, "becikowym", programem dożywiania dzieci. Znacznie większych skutków reform można się za to spodziewać w roku 2007. Wtedy bowiem mają wejść w życie nowe przepisy podatkowe. Jak szacuje doradca premiera ds. ekonomicznych Marek Zuber, planowane obniżenie stawek PIT i VAT może kosztować budżet 6 mld zł. Dlatego też przedsiębiorcy wstrzymali się z bezwarunkowo pozytywną opinią. - Co do planów na 2006 r., premier nas uspokoił. Pod znakiem zapytania jest natomiast rok 2007 i dalsze lata - powiedział Hubert Janiszewski, prezes Polskiej Rady Biznesu.
K. Marcinkiewicz zapewnił jednak Radę, że podczas swoich rządów będzie przestrzegać 30 mld kotwicy budżetowej. - Stałem się gwarantem utrzymywania finansów publicznych w ryzach - stwierdził.
Część środowiska biznesu zwróciła jednak uwagę na brak w strategii rządu terminu wejścia do strefy euro. Jeszcze inni pytali premiera o losy zaskarżonej do Trybunału Konstytucyjnego ustawy górniczej (PiS deklarował, że wycofa ją z TK). - Kwestia ewentualnego wycofania ustawy musi przejść całą procedurę rządową. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu Rada Ministrów będzie się tą problematyką zajmować - powiedział K. Marcinkiewicz.