Rząd przyjął wczoraj harmonogram prac nad autopoprawką do budżetu na 2006 rok. Plan prac jest ambitny. Jeszcze wczoraj urzędnicy resortu mieli poddać weryfikacji założenia makroekonomiczne do projektu, przygotowanego jeszcze przez Mirosława Gronickiego.
- Wielkiej rewolucji nie będzie - powiedział Cezary Mech, wiceminister finansów odpowiedzialny m.in. za prognozy makroekonomiczne. - Najważniejsze są oczywiście dwa wskaźniki - inflacja i wzrost gospodarczy.
W gotowym już projekcie przyjęto, że wzrost gospodarczy wyniesie w przyszłym roku 4,3%, a inflacja średniorocznie 1,5%.
Po założeniach makro zmianie ulegną prognozy dochodów. Tutaj spore znaczenie mają plany zmian w podatkach, jakie rząd chce wprowadzić już od przyszłego roku (np. likwidacja podatków od zysków z giełdy). Pierwotnie dochody miały wynieść 191,3 mld zł.
Zgodnie z harmonogramem, w piątek resort finansów zweryfikuje założenia dotyczące wydatków. A tych w stosunku do pierwotnego projektu przybędzie (wydatki miały wynieść 223,9 mld zł). Premier Kazimierz Marcinkiewicz mówił, że chodzi tutaj przede wszystkim o zmiany związane z deklarowaną przez rząd polityką prorodziną - a więc tzw. becikowe czy koszty wydłużenia urlopów macierzyńskich. Nie chciał podać, jak duże będą to sumy. Wcześniej zapowie-dział, że planowane zwiększenie wydatków zamknie się - łącznie - w kwocie 1 mld zł.