Reklama

Niezależność dyrektorów słabo akceptowana

Z Maciejem Grelowskim, prezesem Fundacji Polski Instytut Dyrektorów, rozmawia Grzegorz Uraziński

Publikacja: 17.11.2005 07:08

22 listopada Polski Instytut Dyrektorów organizuje konferencję na temat roli niezależnych członków rad nadzorczych. Czy ta rola rzeczywiście jest tak istotna dla prawidłowego funkcjonowania spółek, jak się przyjęło uważać na rozwiniętych rynkach?

Tak. Zjawisko niezależnych członków rad nadzorczych jest fundamentalnym dla współczesnych korporacji. Zaczęło powstawać przede wszystkim na rynku amerykańskim, gdzie teraz większość uczestników nadzoru i władz spółek rekrutuje się z niezależnych pozycji. To znakomicie służy i korporacjom, i inwestorom. Minął okres, nazwijmy to, kapitalizmu menedżerskiego, gdzie kadra kierownicza stanowiła swojego rodzaju grupę wzajemnej adoracji, wywodzącą się z układów towarzyskich czy rodzinnych, przez co dochodziło do spektakularnych skandali, które niejednokrotnie odciskały swój ślad na całej światowej gospodarce. Wtedy słusznie zauważono, że w korporacjach muszą znajdować się osoby o nieposzlakowanej opinii, o wysokim profesjonalizmie, będące w sposób zdecydowany niezależne. Obecność takich ludzi w nadzorze spółki znacznie zmniejsza ryzyko nieprawidłowego jej funkcjonowania.

Ten kierunek przyjął się także w Europie Zachodniej. Dziś gospodarka francuska czy niemiecka przeżywają fundamentalne przemiany w procesie docenienia roli niezależnych członków rad nadzorczych.

Będzie zatem powód, by mówić o tym elemencie polskiego ładu korporacyjnego z satysfakcją?

Z odpowiedzi spółek na pytania dotyczące stosowania kodeksu dobrych praktyk wynika, że jest znaczna grupa firm, w których nie akceptuje się niezależności. Z drugiej strony, mamy już jednak około 50 spółek, które potwierdziły fakt posiadania niezależnych członków rad nadzorczych, spełniając tym sposobem jedno z trudniejszych kryteriów kodeksu dobrych praktyk.

Reklama
Reklama

Czy te pięćdziesiąt spółek daje jednak powód do optymizmu? Spośród wszystkich punktów kodeksu, ten dotyczący niezależnych członków RN ma przecież najwięcej negatywnych odpowiedzi. Aż 187 firm go nie przestrzega.

Nie jest to optymistyczny wynik, ale sądzę, że taki stan rzeczy wynika przede wszystkim z niewiedzy. Bardzo potrzebna jest edukacja w tym zakresie. Spełnienie tego elementu ładu nie jest takie trudne, jak się wydaje wielu przedstawicielom spółek. Warto o tym pamiętać, bo moim zdaniem prędzej czy później stanie się to formalnym wymogiem.

Co zdaniem Polskiego Instytutu Dyrektorów kryje się pod pojęciem niezależności?

W zasadzie zgadzamy się z definicją obowiązującą w Unii Europejskiej, co znajduje odzwierciedlenie w zaktualizowanym kodeksie dobrych praktyk, czyli niezależny od spółki, niezależny od władz spółki i niezależny od głównego akcjonariusza. W grę nie mogą wchodzić żadne niezawodowe koligacje. Nie oznacza to jednak, że taka osoba natychmiast zrywa się z kontroli i działa we własnym imieniu. W grę wchodzi tu kwestia powiernictwa. Taki członek rady nadzorczej musi być oceniany i rozliczany przez udziałowca, który go wybrał. Ocena musi być jednak wykonana pod kątem interesu spółki, a nie interesu jakiegoś akcjonariusza.

Sama niezależność nie jest jednak wystarczająca do właściwego pełnienia roli członka rady nadzorczej.

Słuszna uwaga. Jako Instytut Dyrektorów jesteśmy za zasadą rekrutacji profesjonalnych członków rad nadzorczych. To jest fundament. Profesjonalny oznacza doświadczony. Nie chodzi jednak o doświadczenie w jakiejkolwiek dziedzinie. Członkowie rad nadzorczych nie mogą być wybierani przypadkowo. Muszą być specjalistami z doświadczeniem sprawczym w zakresie działalności gospodarczej.

Reklama
Reklama

Jakie korzyści płyną z obecności niezależnych dyrektorów w radach nadzorczych?

Specyfika naszej giełdy jest taka, że notowane na niej firmy w sporej części są zdominowane przez akcjonariuszy wiodących (branżowych czy strategicznych). W związku z tym niezależni członkowie rad nadzorczych przede wszystkim weryfikują wiarygodność spółki. Zmniejszają także ryzyko jej nieprawidłowego działania. Dzisiaj, w poszukiwaniu inwestycji, w podejmowaniu ryzyka rynek musi nabrać zaufania i przekonania do obiektywnie pozytywnej działalności spółki, kierowanej najczęściej przez wewnętrznego akcjonariusza, który ma wpływ na warunki operacyjne.

Łatwo mówić o niezależnym dyrektorze w firmie o rozproszonym akcjonariacie, ale co, gdy na giełdę trafia spółka, w której dotychczasowy właściciel pozostawia sobie znaczący lub większościowy pakiet akcji?

Firmy dokonują wyboru, skąd pozyskać kapitał. Mogą skorzystać z innych dróg, ale ostatecznie wybierają giełdę, bo okazuje się, że jest najtańsza. Skorzystanie z tej drogi jest jednak równoznaczne z poddaniem się pewnym prawidłowościom. Wejście na GPW to nie jest skok w czarną dziurę. Czerpie się korzyści, dzieli się odpowiedzialnością, ale z drugiej strony należy się podzielić także uprawnieniami. To jest święte prawo rynku. W tym zakresie edukacja musi się zaczynać już przed ofertą publiczną. Dotychczasowi właściciele muszą sobie zdawać sprawę ze swoich zobowiązań po emisji. W koszcie pozyskania kapitału muszą uwzględnić publiczny charakter spółki. Współczesne przedsiębiorstwo to skomplikowane przenikanie interesów wielu grup zależnych od ostatecznego wyniku spółki. Tak więc publiczna firma z jednej strony czerpie kapitał z rynku, ale także zaciąga zobowiązania wobec tego rynku. Oczywiście nie prowadzi nas to do wniosków o publicznej czy społecznej własności tych środków. Dlatego wszystko powinno być proporcjonalne do zainwestowanych środków. Z tego powodu są różne wymagania wobec spółek. Te z ponad 50-proc. pozycją inwestora dominującego zobowiązane są do zapewnienia zaledwie dwóch miejsc w radzie nadzorczej dla niezależnych członków, co nie powinno być problemem.

A co z niezależnymi członkami rad w spółkach, w których właścicielem jest państwo?

Niezależność nie musi być sprzeczna z własnością państwową. Za przykład niech posłuży system skandynawski, gdzie jest duże przywiązanie do własności państwowej. Państwo posiada, ale to nie znaczy, że państwo sprawuje nadzór w sposób bezpośredni. Nadzór w imieniu państwa sprawują w sposób transparentny wybierani przedstawiciele wywodzący się z zawodowej kadry. Tak samo powinno być w Polsce. Lista kwalifikowana Ministerstwa Skarbu Państwa, z nazwiskami 40 tys. osób, które na przestrzeni ostatnich 16 lat trafiły na nią w wyniku zdanego egzaminu, po bardziej lub mniej rozrywkowym kursie, wydaje się absurdem.

Reklama
Reklama

Czy jest w Polsce dostateczna liczba osób przygotowanych do pełnienia funkcji niezależnego członka rady nadzorczej?

Niestety, nie. Chętnych na takie stanowiska z pewnością będzie bardzo dużo, ale wśród nich znajdzie się niewielu fachowców. Na razie mamy małą grupę postaci, które mogą się mianować niezależnymi w stosunku do wszystkich i spełniają dosyć istotną rolę w gospodarce.

Szacuję, że warunki, które trzeba będzie spełnić, aby stać się niezależnym członkiem rad nadzorczych (zgodnie z propozycją, którą wkrótce przedstawimy), będzie rzeczywiście w Polsce spełniało może 100-150 osób. Musimy jednak od czegoś zacząć. Proszę też pamiętać, że pewien problem stanowi cały czas brak odpowiedniego przepływu informacji. Dlatego proces poszukiwania profesjonalnych kandydatów na członków rad nadzorczych będziemy chcieli wspomóc naszą stroną internetową.

Dobre praktyki w spółkach

publicznych 2005

Reklama
Reklama

Dobre praktyki rad nadzorczych

pkt 20

a) Przynajmniej połowę członków rady nadzorczej powinni stanowić członkowie niezależni, z zastrzeżeniem pkt d). Niezależni członkowie rady nadzorczej powinni być wolni od powiązań ze spółką i akcjonariuszami lub pracownikami, które mogłyby istotnie wpłynąć na zdolność niezależnego członka do podejmowania bezstronnych decyzji;

b) szczegółowe kryteria niezależności powinien określać statut spółki;

c) bez zgody większości niezależnych członków rady nadzorczej nie powinny być podejmowane uchwały w sprawach:

Reklama
Reklama

- świadczenia z jakiegokolwiek tytułu przez spółkę i jakiekolwiek podmioty powiązane ze spółką na rzecz członków zarządu;

- wyrażenia zgody na zawarcie przez spółkę lub podmiot od niej zależny istotnej umowy z podmiotem powiązanym ze spółką, członkiem rady nadzorczej albo zarządu oraz z podmiotami z nimi powiązanymi;

  - wyboru biegłego rewidenta dla przeprowadzenia badania sprawozdania finansowego spółki;

d) w spółkach, gdzie jeden akcjonariusz posiada pakiet akcji dający ponad 50% ogólnej liczby głosów, rada nadzorcza powinna liczyć co najmniej dwóch niezależnych członków, w tym niezależnego przewodniczącego komitetu audytu, o ile taki komitet został ustanowiony.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama