To rekord i niespodzianka dla ekonomistów. Mało kto się bowiem spodziewał, że w sytuacji, gdy amerykańskie indeksy giełdowe radzą sobie gorzej niż w innych krajach, a gospodarką wstrząsa szok energetyczny po huraganach, inwestorzy z zagranicy będą skorzy do zakupów. Przewidywano, że popyt netto (czyli różnica między sprzedażą a zakupami) będzie niższy od 89 mld USD odnotowanych w sierpniu.
Największym wzięciem cieszyły się obligacje korporacyjne i akcje. Tych pierwszych zagranica dokupiła za 51,1 mld USD, drugich - za 24,6 mld USD. Na zwiększenie zaangażowania w obligacje skarbowe inwestorzy spoza Stanów wydali zresztą niewiele mniej, bo 21,8 mld USD. Podobnie na obligacje agencji rządowych - dokupili ich za 20,6 mld USD. Pomijając kupione i sprzedane w Stanach papiery zagraniczne, popyt netto sięgnął więc 118,1 mld USD. To także nowy rekord.
- Trudno o cokolwiek, co mogłoby podważyć zaufanie inwestorów do Stanów jako miejsca lokowania pieniędzy - uważa Sophia Drossos, cytowana przez Bloomberga specjalistka rynku walutowego z banku Morgan Stanley. Zagranica wierzy w szybki rozwój największej gospodarki świata. Między lipcem a wrześniem roczne tempo jej wzrostu wyniosło 3,6% i był to wynik lepszy od 3,3% odnotowanych w drugim kwartale. Specjaliści wskazują też, że kapitał do Stanów przyciągają rosnące stopy procentowe. W tej chwili w grupie krajów G-7 tylko Wielka Brytania ma podstawową stopę wyższą od amerykańskiej, wynoszącej 4%.
Dlatego kandydat na nowego szefa Rezerwy Federalnej Ben Bernanke nie boi się, że USA mogą mieć w bliskiej perspektywie jakiekolwiek kłopoty ze sfinansowaniem ogromnego deficytu na rachunku bieżącym. - Jest nadzwyczajny popyt na aktywa denominowane w dolarach, więc nie sądzę, że ten popyt może się szybko skończyć - mówił we wtorek w trakcie przesłuchań w Kongresie.
Po zaskakujących danych o zakupach amerykańskich papierów dolar znów umocnił się do innych walut. Euro kosztowało już tylko 1,1665 USD, o 0,2 centa mniej niż we wtorek.