Próbując zrozumieć specyfikę polskiej gospodarki, zagraniczni analitycy często zadają jedno bardzo istotne pytanie: Jak wy to robicie, że przy wysokiej dynamice wzrostu gospodarczego wciąż macie problemy z rynkiem pracy? Odpowiedź jest tu dosyć prosta. Choć przyzwyczajenie się do niej wymaga od wzmiankowanych wyżej analityków pewnego wysiłku.
Wzrost gospodarczy w Polsce jest głównie wypracowywany dzięki poprawie wydajności pracy, w mniejszym stopniu zaś dzięki zwiększaniu liczby zatrudnionych. W ostatnich kilkunastu latach poprawa wydajności liczona w całej gospodarce oscylowała u nas w okolicach 4% rocznie. Trzeba jeszcze raz z mocą podkreślić - w całej gospodarce. W przemyśle bowiem bardziej typową skalą corocznego wzrostu wydajności jest 10%.
Wartości te prezentują się zdecydowanie lepiej niż w większości gospodarek. Niestety, tej skali poprawa efektywności ma jedną nieprzyjemną cenę. Nawet przy stosunkowo dynamicznie rozwijającej się gospodarce u nas popyt na pracę może spadać.
Jak to jest z tą dynamiką wydajności - cieszyć się z niej czy nie? Zazwyczaj wysoką poprawę przyjmuje się jako dowód szybkiego unowocześniania gospodarki, postępującej restrukturyzacji, wzrostu konkurencyjności. Tak naprawdę problem jest jednak bardziej złożony.
Zwiększenie wydajności może bowiem wynikać z trzech przyczyn. Po pierwsze, z modernizacji technologii. Częstokroć wzrost produkcji osiągamy, oddając w ręce pracowników bardziej wydajne narzędzia. Spektakularne sukcesy taką metodą osiąga się w przemyśle i budownictwie. Po drugie, poprawie ulega organizacja pracy. Jak pokazuje nasza wieloletnia praktyka, to właśnie ta metoda okazała się szczególnie efektywna. Wypada podkreślić, że w tym zakresie niemal w każdym rodzaju działalności wciąż jeszcze drzemią pokłady rezerw. Po trzecie wreszcie, znaczące zmiany tempa poprawy produk tywności w gospodarce jako całości wynikają ze zmian struktury wytwarzanego PKB. Wygaszanie gałęzi gospodarki o niskiej wydajności w sposób oczywisty podnosi produktywność liczoną na jednego zatrudnionego.