Reklama

Uwaga na usługi

Spadek zatrudnienia w usługach bardzo efektywnie podnosi przeciętny poziom wydajności liczony dla całego kraju

Publikacja: 17.11.2005 07:49

Próbując zrozumieć specyfikę polskiej gospodarki, zagraniczni analitycy często zadają jedno bardzo istotne pytanie: Jak wy to robicie, że przy wysokiej dynamice wzrostu gospodarczego wciąż macie problemy z rynkiem pracy? Odpowiedź jest tu dosyć prosta. Choć przyzwyczajenie się do niej wymaga od wzmiankowanych wyżej analityków pewnego wysiłku.

Wzrost gospodarczy w Polsce jest głównie wypracowywany dzięki poprawie wydajności pracy, w mniejszym stopniu zaś dzięki zwiększaniu liczby zatrudnionych. W ostatnich kilkunastu latach poprawa wydajności liczona w całej gospodarce oscylowała u nas w okolicach 4% rocznie. Trzeba jeszcze raz z mocą podkreślić - w całej gospodarce. W przemyśle bowiem bardziej typową skalą corocznego wzrostu wydajności jest 10%.

Wartości te prezentują się zdecydowanie lepiej niż w większości gospodarek. Niestety, tej skali poprawa efektywności ma jedną nieprzyjemną cenę. Nawet przy stosunkowo dynamicznie rozwijającej się gospodarce u nas popyt na pracę może spadać.

Jak to jest z tą dynamiką wydajności - cieszyć się z niej czy nie? Zazwyczaj wysoką poprawę przyjmuje się jako dowód szybkiego unowocześniania gospodarki, postępującej restrukturyzacji, wzrostu konkurencyjności. Tak naprawdę problem jest jednak bardziej złożony.

Zwiększenie wydajności może bowiem wynikać z trzech przyczyn. Po pierwsze, z modernizacji technologii. Częstokroć wzrost produkcji osiągamy, oddając w ręce pracowników bardziej wydajne narzędzia. Spektakularne sukcesy taką metodą osiąga się w przemyśle i budownictwie. Po drugie, poprawie ulega organizacja pracy. Jak pokazuje nasza wieloletnia praktyka, to właśnie ta metoda okazała się szczególnie efektywna. Wypada podkreślić, że w tym zakresie niemal w każdym rodzaju działalności wciąż jeszcze drzemią pokłady rezerw. Po trzecie wreszcie, znaczące zmiany tempa poprawy produk tywności w gospodarce jako całości wynikają ze zmian struktury wytwarzanego PKB. Wygaszanie gałęzi gospodarki o niskiej wydajności w sposób oczywisty podnosi produktywność liczoną na jednego zatrudnionego.

Reklama
Reklama

Jeśli mamy do czynienia z powodami numer jeden i dwa - to możemy się cieszyć. Problem jednak przychodzi, gdy mamy zinterpretować wynik zmian strukturalnych. Wygaszanie owych gałęzi o niskiej wydajności kojarzy się raczej pozytywnie. Niestety, jedną z nich jest sektor usług. W sposób oczywisty stosunek nakładu pracy do wartości sprzedaży jest tu bardzo wysoki (a sprzedaż na pracownika niska). Trudno jest też o postępy w wydajności pracy. Specyfika niektórych branż praktycznie to wyklucza. Zazwyczaj podaje się tu przykład orkiestry, która musiałaby grać - pytanie: szybciej czy głośniej? W przypadku innych wzrost tempa obsługi byłby wręcz odczytany jako spadek staranności w wykonywaniu usługi (w zakładach fryzjerskich, gabinetach kosmetycznych, restauracjach).

Sektor usług ma jeszcze jedną specyfikę. Jest jednym z najbardziej czułych na zmiany koniunktury w gospodarce jako całości. To właśnie z usług rezygnujemy w pierwszej kolejności, kiedy koniunktura jest zła. Wtedy spadek zatrudnienia w tej części gospodarki bardzo efektywnie podnosi przeciętny poziom wydajności liczony dla całego kraju. Na pierwszy rzut oka wygląda to na rewelacyjny postęp w zakresie modernizacji gospodarki. Odwrotnie dzieje się w sytuacji, kiedy zamożniejemy i coraz częściej korzystamy z wszelkiego rodzaju usług. Tempo wzrostu wydajności liczone dla całego kraju okazuje się nie tak imponujące i co większych pesymistów skłania do wypowiedzi o coraz słabszych perspektywach.

Wypada podkreślić, że to właśnie w rozwoju sektora usług upatruje się zazwyczaj szansy poprawy sytuacji na rynku pracy. Zauważmy, że inwestycje prowadzone w tym przypadku mają wręcz wyjątkową wartość stosunku liczby zatrudnionych na jednostkę zaangażowanego kapitału. Stanowią więc zupełne przeciwieństwo rozwoju przemysłu (szczególnie wysokich technologii), gdzie przy spektakularnych kwotowo zaangażowaniach inwestycyjnych powstaje stosunkowo Podstawową bolączką naszej ekonomii w ostatnich latach było to, że rozwój następował głównie w innych niż usługi sektorach gospodarki. W ostatnim jednak czasie sytuacja prezentuje się odmiennie. Mimo niższej, niż by się chciało, dynamiki wzrostu gospodarczego wciąż rośnie zatrudnienie. Przekonują o tym dane z Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, sprawozdawczość o poziomie zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw oraz dane o bezrobociu rejestrowanym (gdzie do wyliczeń stopy bezrobocia GUS przyjmuje coraz wyższe wartości populacji pracujących). Zauważmy, że na dominujący w sektorze przedsiębiorstw przemysł przypada jedynie niewielka część wzrostu zatrudnienia. Zgodnie zaś z teorią, największy postęp notują handel i naprawy, a także obsługa nieruchomości i firm.

Pozostaje mieć nadzieję, że choć przez jakiś czas dane nam będzie cieszyć się przynajmniej umiarkowanie dobrą koniunkturą i nie będziemy musieli przejść po raz kolejny głębokiej redukcji sektora usług.

Autor to główny ekonomista BOŚ

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama