Trwa passa rekordów na rynku miedzi. Co dzień padają nowe. W piątek za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) płacono już 4235 USD. Od czwartku cena wzrosła o 90 USD, a przez tydzień o 120 USD.

Gwałtowna zwyżka w piątek to efekt doniesień, że Chiny nie będą w stanie wywiązać się z dostaw sięgających nawet 200 tys. ton miedzi. Krótkie pozycje pootwierał pracujący w chińskim Biurze Rezerw Państwowych (SRB) trader Liu Qibing, po którym słuch ostatnio zaginął. Kontrakty przewidują fizyczną dostawę miedzi do magazynów LME przed 21 grudnia.

Według analityków, nie ma szans, by Chiny się z nich wywiązały. Wszystkie podawane do publicznej wiadomości rezerwy metalu na świecie wynoszą bowiem tylko 140 tys. metalu i trudno uwierzyć, by w chińskich magazynach było go więcej. Odkupienie kontraktów będzie oznaczało zaś gigantyczne straty, idące w setki milionów dolarów. Część chińskich oficjeli odżegnuje się od obowiązku dostaw, twierdząc, że Liu handlował na własny rachunek.

Zdaniem byłego prawnika LME Marka Topfera, giełda może powołać specjalny komitet, który zajmie się rozwiązaniem problemu. W transakcjach z Liu mogło uczestniczyć ośmiu innych brokerów.

Rynek już kilka dni żyje spekulacjami o chińskich kontraktach, a wyjaśnienie sprawy może zająć sporo tygodni. Cena miedzi dalej może iść w tym czasie w górę - analitycy twierdzą, że o kilka procent do końca roku. Sytuację wykorzystują inwestorzy nastawieni spekulacyjnie, którzy jeszcze podgrzewają notowania.