Mimo że Bioton jest firmą bardzo dobrą, to teraz, przy nawet doskonałych prognozach na najbliższe 2 lata, cena jednej akcji "teoretycznie" jest przesadzona. Inwestorzy prawdopodobnie zdyskontowali już kilka najbliższych lat działalności, ale ze względu na trwający trend wzrostowy nie oznacza, że na tym koniec. Trend z reguły jest przyjacielem i nie powinno się z nim kłócić. W dodatku główny udziałowiec Biotonu, spółka Prokom, wyceniana jest raptem na 1,6 mld zł. Same udziały w Biotonie można wycenić na około 0,95 mld zł. Ta sytuacja jest tym bardziej dziwna.
W takich przypadkach uważam, że lepiej pohamować emocje i zamiast kupować akcje Biotonu za 12 zł, lepiej jest wybrać inną spółkę, która także jest w trendzie wzrostowym. Spółkę, która także ma perspektywy, a znacznie niższą wycenę. Takie spółki na pewno na giełdzie są. Należy ich szukać, gdyż powinny zapewnić stabilną i wysoką stopę zwrotu, a stopień ryzyka takiej inwestycji na pewno będzie niższy.
Powyższy opis Biotonu należy traktować jako pewnego rodzaju zadumę oraz ostrzeżenie przed wiarą w nieskończoność wzrostu niektórych spółek. Często bywa bowiem tak, że spółki, które za szybko zdyskontują przyszłość, są później bardzo mocno przeceniane (tak było po pęknięciu bańki internetowej w 2000 roku).
Teraz chciałbym poruszyć efekt "zachłyśnięcia się" zyskami i własną nieomylnością. Taki stan umysłu niemal zawsze prowadzi do znacznego uszczuplenia portfela. "Nowi" inwestorzy nie wiedzą, co to jest bessa, bo nigdy jej nie odczuli na własnym portfelu. "Starzy" wiedzą, ale mimo to czują się pewniej, bo sądzą, że mając bagaż doświadczeń, zdążą w odpowiednim momencie opuścić rynek. Nic bardziej mylnego! Prawdopodobnie jak do świadomości inwestorów dotrze to, że trwa bessa, to portfele przedstawicieli obu tych grup będą już o kilkadziesiąt procent szczuplejsze.
Puentą dla powyższej treści będzie przesłanie do wszystkich inwestorów. Dylematy na giełdzie były, są i będą. Nigdy nie ma pewności, że podjęło się najlepszą z możliwych decyzji. Z reguły to czas i rynek weryfikują nasze poglądy. Żeby ustrzec się przed błędami, ciągle należy zdobywać nowe umiejętności, pogłębiać wiedzę o rynku kapitałowym. Tylko inwestor z wiedzą, z odpowiednią psychiką i zrozumieniem rynku jest w stanie w długim terminie osiągać ponadprzeciętne zyski. Na giełdzie każdy popełnia błędy, ale aby ich skutki były jak najmniej odczuwalne dla portfela, należy zawsze kierować się zasadą trzeźwości umysłu. Trzeźwość ta nakazuje, aby nigdy nie inwestować wszystkich posiadanych oszczędności na giełdzie, aby zawsze określać dopuszczalne ryzyko inwestycyjne, aby dokładnie znać przyczynę swoich decyzji, aby jak ognia unikać spółek spekulacyjnych. Są to zasady ogólne, znane powszechnie i oczywiste, ale, niestety, bardzo często ignorowane. Są one jednak uzupełnieniem bardzo wielu innych czynników i zasad. Jeśli jednak inwestor decyduje się samodzielnie inwestować, a nie ma zupełnie pojęcia o giełdzie, to właśnie zakres tych zasad jest podstawowym minimum, które powinno pomóc w uniknięciu bolesnych dla portfela stratNajważniejsze są racjonalne decyzje
Trudnym zadaniem jest, żeby wśród wielu wariantów wyboru wybrać taki, który okaże się najlepszy. Można, a wręcz trzeba jednak próbować. Wiele spośród nowych spółek sprzedawanych jest po wysokich cenach. Duża część tych spółek to jednak bardzo dobre i solidne firmy o silnych podstawach fundamentalnych. To chyba jedne z głównych przesłanek, dzięki którym kursy ich akcji teraz rosną (choć jak to bywa na giełdzie, są także wyjątki). Powinien przyjść jednak moment, że tendencja ta wyhamuje. Inwestorzy zrozumieją, że nie ma sensu już dziś dyskontować tego, co będzie dopiero za kilka lat. Szczególnie dotyczy to inwestorów indywidualnych, którzy rzadko kupując akcje zakładają horyzont inwestycyjny dłuższy niż rok lub dwa lata. W przypadku zakupów prowadzonych przez instytucje finansowe podejście jest z reguły zupełnie inne, a horyzont inwestycyjny znacznie dłuższy. Dlatego to, co dla jednych dziś wydaje się wciąż atrakcyjne, dla drugich już wkrótce może nie być.
Mimo że przyjęło się wśród inwestorów w ostatnich miesiącach, że tylko nowe emisje są bezpieczne, to uważam, że nie jest to do końca prawdą. Są spółki takie jak Dwory czy Police, które notowane są obecnie znacznie poniżej ceny emisyjnej. Dzieje się tak mimo stosunkowo dobrych wycen i silnych długoterminowych podstaw fundamentalnych.
Uważam również, że nie wolno ignorować firm, które notowane są na GPW już od wielu lat, gdyż na "półkach" giełdowych wśród wielu propozycji leży wciąż pełnowartościowy "towar", który nadal nie może znaleźć nabywców. Towar ten jest dobry, ale zakurzony. Czasami starczy mały bodziec, ciekawa informacja albo racjonalna ocena spółki, aby ktoś zainteresował się daną firmą i wywołał na jej akcjach wzrost. Myślę, że taki scenariusz jest uzasadniony i realny.
Uważam, że w obecnych realiach bardzo pomocne przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych jest kierowanie się jak największą liczbą konkretnych informacji, takich jak wyniki finansowe, analiza techniczna, akcjonariat, branża czy strategia spółki. Należy także wykorzystywać takie elementy strategii inwestycyjnej, jak określenie dopuszczalnej straty czy odpowiedni dobór wielkości pozycji do portfela. Stojąc przed dylematem "stadnego" kupowania spółek z nowych emisji, a możliwością zakupu już notowanych, a zapomnianych "perełek" uważam, że zdecydowanie warto zastanowić się nad drugą z tych możliwości, a w miarę sensownie korzystać z pierwszej. Nie powinno się kupować "nowych" akcji argumentując decyzje stwierdzeniem, że "debiutanci to pewniaki". Trzeba zawsze mieć odpowiednie argumenty potwierdzające słuszność podjętej decyzji.
Jeśli jednak w psychice inwestora przeważa strach przed utratą dotychczasowych zysków, to trzeba z tym "walczyć". Strach nie powinien paraliżować umysłu inwestora. Hossę powinno się starać wykorzystać, a strach przed utratą kapitału będzie towarzyszył zawsze. W takiej sytuacji pozostaje określić sobie maksymalne dopuszczalne uszczuplenie portfela i pozwolić rosnąć zyskom. Jeśli strach okazuje się jednak paraliżująco duży, to najlepiej wówczas dokonać zmniejszenia pozycji oraz wartości portfela do takiego poziomu, który pozwoli na ponowne racjonalne myślenie.
Jedno jest jednak pewne - że na giełdzie można zarabiać, a osiągnięty wynik zawsze będzie zależał po części od wiedzy, strategii inwestycyjnej, a także od szczęścia i intuicji. Lepsze rezultaty osiągnie ten, kto lepiej te czynniki wykorzysta. Trzeba dążyć do tego, by wśród wielu wariantów wyboru, wśród wielu dylematów inwestycyjnych umieć podejmować racjonalne decyzje. Wówczas szansa na sukces znacznie wzrasta!
Artykuł zawiera jedynie poglądy autora. Autor nie bierze odpowiedzialności za decyzje podjęte przez inne osoby na podstawie zamieszczonych w artykule informacji.