Norweska firma Frysokompaniet ostrzegła przedsiębiorców z UE przed importem polskiego mięsa. Jej zdaniem, może być zakażone salmonellą. - Z naszej strony nie było żadnych uchybień. Poprosiliśmy norweskie służby sanitarne o wyjaśnienie tej sprawy. Chodzi o wiarygodność naszego systemy kontroli weterynaryjnej - twierdzi Krzysztof Jażdżewski, główny lekarz weterynarii. Sprawie przygląda się też polski resort rolnictwa.
- Kwestionowane partie mięsa były kontrolowane zarówno przez polskie, jak i norweskie służby sanitarne. Wszystkie normy były spełnione. Od momentu wysłania mięsa, co odbyło się 5 miesięcy temu, nie mieliśmy żadnej kontroli nad tym towarem. To norweska firma odpowiada za warunki składowania i transportu - twierdzi Wojciech Biernacki, właściciel firmy Agro Rydzyna, której zarzucono nieprzestrzeganie przepisów sanitarnych. W. Biernacki przypomina, że Frysekompaniet od pięciu miesięcy zalega z zapłatą za część towaru i zamiast uregulować zobowiązanie, wciąż podaje nowe powody odkładania płatności.
Rękę na pulsie trzymają giełdowe spółki mięsne. - Mamy nadzieję, że zarzuty się nie potwierdzą - mówi Andrzej Pawelczak z Animeksu, największej mięsnej grupy w Polsce, do której należy m.in. giełdowy Ekodrob. - Wprawdzie nie eksportujemy mięsa do Norwegii, ale obawiamy się nagłaśniania tej sprawy - dodaje. - Taka afera może zostawić ślad - przyznaje Roman Miler, członek zarządu Dudy. Spokojny jest Sokołów. - Nasi unijni partnerzy są wymagający, więc i tak musimy przestrzegać rygorystycznych przepisów - twierdzi Jerzy Majchrzak, rzecznik spółki.
PAP
Czy Komisja pomoże w sporze z Rosją?