Brak sesji w USA, z uwagi na wczorajsze Święto Dziękczynienia, mógł rodzić obawy, że europejskie rynki pozbawione swego rodzaju drogowskazu, utkną w czwartek w marazmie. Obawy te sprawdziły się tylko częściowo. Początek sesji bowiem upłynął pod znakiem silniejszych ruchów. W jej drugiej części dominował trend boczny.

W efekcie środowej zwyżki na Wall Street oraz powtórzonym przez prasę zapewnieniom szefa EBC Jean-Claude Trichet o tym, że nie należy oczekiwać całej serii podwyżek stóp procentowych w Eurolandzie, DAX rozpoczął dzień od wzrostów. Niemiecki indeks, testując poziom 5204 pkt, wspiął się najwyżej od 24 kwietnia 2002 roku. Szanse na kolejne rekordy przekreśliła jednak publikacja indeksu niemieckiego instytutu Ifo. Ten indeks, obrazujący nastroje wśród przedsiębiorców, spadł z pięcioletniego szczytu osiągniętego w październiku (98,8 pkt), do 97,8 pkt. Rynek oczekiwał natomiast odczytu na poziomie 98,6 pkt. Słabsze od prognoz dane zmobilizowały podaż, co przełożyło się na spadek DAX do 5171 pkt. Na dziennych minimach indeks pozostał już do końca dnia.

Wczorajszy spadek niemieckiego indeksu i wyrysowana na wykresie dziennym czarna szpulka, nie zmienia układu sił na rynku. Wciąż przewaga należy do posiadaczy akcji, a dalsze wzrosty są najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Najbliższym oporem jest obecnie poziom 5460 pkt (średnioterminowy szczyt z marca 2002 r.). Zważywszy na porę roku oraz brak sygnałów sprzedaży, jego osiągnięcie w grudniu to realny scenariusz. Zwłaszcza że w poniedziałek wykres pokonał 50-proc. zniesienie Fibonacciego bessy z lat 2000-2003, tym samym generując kolejny silny sygnał kupna.

Osiągnięcie 5460 pkt mogłoby stanąć pod znakiem zapytania w momencie powrotu indeksu poniżej strefy 5138-5165 pkt, którą tworzy wspomniane zniesienie oraz szczyt z października br. Ale nawet wówczas nie byłoby to równoznaczne z wygenerowaniem sygnału sprzedaży. Takim sygnałem będzie dopiero przełamanie znaczącego wsparcia na 4790 pkt (dołki z sierpnia i października br.).