Utrzymujący się na najwyższym od dwóch lat poziomie kurs dolara wobec euro każe przypuszczać, że na razie niewiele się w tym względzie zmieni. Czeski rynek w tym kwartale stracił ponad 5, węgierski 7, nasz około 4%, a rosyjski zniżkował symbolicznie. W tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych akcje poszły w górę o ponad 3%. Od wiosny 2003 r., czyli momentu rozpoczęcia hossy, okresy spadku siły relatywnej naszego rynku wobec amerykańskiego trwały około 2-3 miesięcy. Miały miejsce od początku września do końca listopada 2003 r., od połowy kwietnia do połowy czerwca 2004 r., od końca lutego do połowy maja 2005 r. Teraz z takim zjawiskiem mamy do czynienia od początku października. W związku z tym można przyjąć, że grudniowe notowania będą miały istotne znaczenie z punktu widzenia oceny szans na kontynuację hossy na naszym parkiecie. Brak oznak, że odzyskuje on silę względem giełdy w Ameryce byłby niepokojącym sygnałem.
Ropa szkodzi
Utrzymanie się w grudniu obniżki siły relatywnej WIG20 wobec S&P 500 oznaczać będzie, że warszawski rynek spadnie więcej od amerykańskiego, gdyby w Nowym Jorku pogorszyła się koniunktura. Albo zyska mniej, jeśli podtrzymane zostaną tam pozytywne tendencje.
Takie oczekiwania wydają się uzasadnione ze względu na prawdopodobną dalszą zniżkę cen ropy. W połowie miesiąca wykres zbliżył się do rocznej średniej kroczącej. Trwające od tego czasu odbicie jest śladowe. Równocześnie dzienny MACD znalazł się tuż ponad dołkiem z grudnia 2004 r. Jego przełamanie stałoby się mocnym sygnałem, że rozpoczęta w pierwszych dniach września korekta przybierze trwalszy charakter niż te, jakie obserwowaliśmy w ostatnich 4 latach. Spadek z ostatniego kwartału ubiegłego roku obniżył cenę ropy o 27,5%. Nie chodzi jednak tylko o samą skalę zniżki, ale też czas jej trwania, który ma wpływ na kształtowanie się przeciętnych cen w danym okresie. Jeśli chodzi o roczną średnią, to rośnie ona nieustannie od marca 2004 r. W tym czasie podniosła się z 28,3 USD za baryłkę Brent do 54 USD obecnie, czyli o ponad 90%. Biorąc pod uwagę, że na przełomie 2004 i 2005 r. ceny były znacznie niższe niż obecnie, przeciętne notowania będą zapewne jeszcze przez jakiś czas podnosić się, a kluczowe rozstrzygnięcia zapadną dopiero w pierwszych miesiącach przyszłego roku.
To jednak nie oznacza, że inwestorzy trzymający akcje spółek z branży energetycznej z decyzjami będą czekać do tego czasu. Nie bez powodu ten sektor jest w tym kwartale najsłabszy. Indeks największych na świecie spółek wchodzących w jego skład - S&P Global 1200-Energy - stracił od końca września ponad 5%.