Od środy szef rządu z Downing Street (w tym półroczu kieruje także pracami Unii Europejskiej) spotykał się z liderami nowych państw członkowskich. Przekonywał ich, aby w budżecie UE na lata 2007-2013 ograniczyć środki na najuboższe regiony o 10%. W zamian obiecywał zniesienie terminów na wykorzystanie funduszy. T. Blair liczył, że dzięki temu uda mu się domknąć unijny budżet przy zachowaniu lwiej część tzw. rabatu brytyjskiego (składka Wielkiej Brytanii jest obniżana co roku według specjalnego wzoru o 4-5 mld euro).
Problem w tym, że na propozycji najwięcej traci Polska. Liczyliśmy na pozyskanie z Unii w latach 2007-2013 na 60 mld euro. Brytyjskie oszczędności to dla nas strata niemal 6 mld euro. Do tego dochodzi kontynuowanie wpłat na rabat (teraz na ten cel idzie około 230-250 mln euro naszych składek).
W piątek T. Blair rozmawiał w Budapeszcie z premierami Polski, Węgier, Czech i Słowacji. Przed spotkaniem wydawało się, że jest szansa na ugodę. Dyplomaci sugerowali, że obie strony zgodzą się na redukcję pomocy unijnej, ale nie o 10, tylko o mniej więcej 5%. Tak się jednak nie stało. - Na dziś jesteśmy dalecy od kompromisu - oświadczył po spotkaniu jego gospodarz, szef rządu Węgier Ferenc Gyurcsány. - Będziemy gotowi na reformę wydatków, jeżeli wy będziecie gotowi do tego samego - dodał pod adresem T. Blaira.
Okazało się, że Wielka Brytania usztywniła stanowisko. Potwierdził to rzecznik Downing Street Alastair Campbell. - Jesteśmy przygotowani na rezygnację z 12-15% rabatu - powiedział dziennikarzom. Zbyt mało, by uniknąć "cięć" funduszy dla Polski. Pewną rolę odegrała przy tym brytyjska prasa. Największe tytuły zarzuciły w piątek T. Blairowi niepotrzebną ugodowość.
Nieco inaczej komentował spotkanie premier Kazimierz Marcinkiewicz: - Zbliżamy się do propozycji budżetowej, która nie jest doskonała, ale lepsza od tej, która była do tej pory prezentowana - powiedział dziennikarzom. Nie ujawnił jednak szczegółów. Te poznamy w środę. Wtedy Wielka Brytania oficjalnie zaprezentować ma projekt budżetu unijnym ministrom spraw zagranicznych. Za dwa tygodnie do Brukseli zjadą się szefowie rządów krajów UE, by na jego podstawie negocjować porozumienie. - W grudniu spróbujemy dojść do kompromisu. Jeżeli nam się nie uda, przez następny rok wcale nie będzie o to łatwiej. A to może być rujnujące dla krajów akcesyjnych - podkreślił T. Blair.