Wszystkie sesje na GPW w ubiegłym tygodniu wyglądały bardzo podobnie. Każda chwila słabości rynku wykorzystywana była do zakupów. Korekty były płytkie i niezależnie od rynkowego otoczenia - wszystkie sesje kończyliśmy białymi świeczkami na WIG20. Jeśli jest to ostatnia fala wzrostowa hossy, która ma się zakończyć na początku przyszłego roku euforycznym wzrostem, to nic nie powiem i jedynie przestrzegając zachęcać będę do zarabiania na tym ruchu. Kalendarz giełdowy sprzyja bykom i największe fundusze pokazały, że mogą chcieć to wykorzystywać. Jeśli natomiast dyskutujemy o podstawach wzrostu, zarówno patrząc na rynkowe otoczenie, jak i wycenę polskich spółek, to tutaj z moim optymizmem może być gorzej.
Morgan Stanley jak HSBC
Potwierdza to także bank inwestycyjny Morgan Stanley, który obniżył rekomendację dla akcji spółek Europy Środkowowschodniej do "neutralnie" z "przeważaj". Bank obawia się, że rozpoczęcie cyklu zaostrzania polityki monetarnej EBC ograniczy (pełzające) ożywienie gospodarcze strefy euro, wywołując przy tym negatywny wpływ na kraje naszego regionu. Osłabi eksport i pogorszy rachunki obrotów bieżących. Sygnały z EBC zmusiły też JP Morgan do zrewidowania prognoz co do polityki monetarnej na Węgrzech, czy też w przypadku BNP Paribas - wpłynęły na prognozy wzrostu stóp procentowych w całym regionie. Z kolei Citigroup w środę wydał raport pod tytułem - "Węgry dążą do zderzenia z górą lodową" (chodzi o problemy z deficytami i prognozowane osłabienie waluty). Czemu w ogóle wspominam o tych raportach? Rynek kompletnie zignorował te oceny. Rekomendacja Morgan Stanley w niektórych serwisach nawet się nie ukazała. Znane banki nie często analizują nasz region, a ze względu na kluczową rolę zachodnich funduszy inwestycyjnych na GPW, często dla rynku akcji jest to znaczące.
Przykładów daleko nie trzeba szukać. 4 października HSBC ocenił region jako "przewartościowany", jednocześnie zmieniając zalecenie dla akcji notowanych w Czechach i na Węgrzech z "przeważaj" do "neutralnie", a dla Polski utrzymał rekomendację "zdecydowanie niedoważaj". Było to tuż po ustanowieniu nowych szczytów hossy, a na dwóch kolejnych sesjach mieliśmy dramatyczną przecenę z dwoma lukami bessy. Tak rozpoczęła się październikowa korekta. Oczywiście, należy wyraźnie zaznaczyć, że tamta rekomendacja była tylko impulsem do spadku, a powodów było znacznie więcej.
Reakcja na obie rekomendacje świetnie pokazuje jednak, jakie nastroje panują teraz na rynku. Nikt czwartkowym raportem się nie przejął. Nie znaczy to, że tezy w nim zawarte są błędne. Nie trafiły po prostu teraz na podatny grunt.